Nawet aktywiści nie przyszli

(14 marca) Pięć osób przysłuchiwało się wykładowi dr. Daniela Piekarusia z IPN w Lublinie. Sala Sezam Włodawskiego Domu Kultury już dawno nie świeciła taką pustką. A pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno włodawscy działacze PiS atakowali dyrektora WDK-u za to, że ten za późno zaczął promować pierwszy z serii tych wykładów.

Na spotkanie w ramach akcji „Akademia Niepodległości” IPN w Lublinie przygotowało dwa wykłady. Pierwszy pt. „Socjalistyczna irredenta” był przeznaczony dla młodzieży ze szkół. O godzinie 12 zjawiło się w sali WDK niecałe pół setki uczniów. Sala zatem ledwie w niecałej połowie była wypełniona. Przyszły tylko dwie klasy z „Modrzewiaka”.
Drugi, popołudniowy wykład pt. „Bojowcy. Organizacja Bojowa Polskiej Partii Socjalistycznej w walce o niepodległość” to frekwencyjna kompromitacja. Doktora Piekarusia wysłuchało ledwie pięć osób! Z osób reprezentujących prawą stronę włodawskiej sceny politycznej obecna była tylko Katarzyna Wojtal. A wykład był bardzo ciekawy, przeplatany unikatowymi zdjęciami i nieznanymi faktami z życia pierwszych bojowników o niepodległość, w tym Józefa Piłsudskiego.
– Gdzie historycy, gdzie ci, którzy mają tyle patriotyzmu na ustach i tak chętnie składają wiązanki kwiatów i przypinają sobie ordery przy każdej okazji, gdzie wreszcie nauczyciele i samorządowcy?! – pytali z rozżaleniem ci nieliczni obecni. Niestety, ich pytanie pozostało bez odpowiedzi.
Akademia Niepodległości to cykl spotkań, obliczony na lata 2017-2021, w czasie których pracownicy Instytutu Pamięci Narodowej oraz zaproszeni goście, reprezentanci uczelni wyższych bądź lokalnych środowisk, przedstawiają – w formie popularnych wykładów – zarówno drogę do Niepodległej, poczynając od pierwszej dekady XX stulecia i czas I wojny światowej, poprzez wznoszenie jej państwowego gmachu i wykuwanie granic, po syntetyczny bilans międzywojennego dwudziestolecia. Włodawa była wśród 10 wyróżnionych miast w Polsce, w których zainaugurowano „Akademię”. Pierwszy wykład z tego cyklu miał miejsce 11 grudnia. Frekwencja była słaba, ale nie kompromitująca. Teraz była we Włodawie druga odsłona. Może ostatnia?
– Sprawa pokazuje też, że – poza brakiem zainteresowania historią – przeżył się nasz odwieczny model demonstrowania patriotyzmu, złożony głównie z akademii i wykładów, na które spędza się młodzież. Do tego podniosły nastrój i rozpamiętywanie cierpienia, klęsk, ofiar złożonych na ołtarzu ojczyzny. Szacunek dla bohaterów jest oczywiście poza wszelką dyskusją i należy go pielęgnować. Jest jednak widoczne, że nie potrafimy radować się z niepodległości. I wydaje się, że długo jeszcze nie będziemy mogli tego zmienić – mówi jeden z włodawskich nauczycieli. Za żadne skarby nie chce, by wymieniać go z nazwiska. – Niektórzy koledzy zjedliby mnie za te „herezje” – tłumaczy. (gd)