Nerwy pod szpitalem

W chełmskim szpitalu nerwy napięte jak postronki. A gęsta atmosfera przenosi się nawet na parking pod biurowcem, o czym przekonał się kierowca, który zajął oznaczone miejsce parkingowe i Bogu ducha winna kobieta, która była świadkiem tego zajścia.

W chełmskim szpitalu od pewnego czasu panuje nerwowa atmosfera. A podgrzało ją zamieszanie z oddziałem dziecięcym, któremu groziło zamknięcie i późniejsza zmiana na stanowisku dyrektora. Atmosfera i nerwy nie opadły a wręcz przeniosły się już pod szpital. Do spięcia i ostrej wymiany zdań doszło kilka dni temu na parkingu przed biurowcem. A wszystko przez miejsce parkingowe zarezerwowane dla kadry kierowniczej szpitala, które zajął inny kierowca.
Interesanta, który zajął oznaczone miejsce, zastawił inny kierowca i poszedł do biurowca. A gdy później musiał wyjść, aby przestawić auto i wypuścić go z parkingu, doszło do nieprzyjemnej wymiany zdań i wyzywania się od „buraków”. Przy okazji oberwało się też kobiecie, która była świadkiem całej sytuacji i która zwróciła uwagę, pracownikowi szpitala, że nie powinien zastawiać swoim autem innych. Miała za to usłyszeć, że „buractwo ze wsi się zjechało” i że „nie będzie mu mówić gdzie ma stawać i co ma robić”.
– Poszłam do budynku zapytać, kto jest właścicielem auta i oniemiałam, gdy okazało się, że to jeden z pracowników szpitala. Wyśmienitą laurkę sobie wystawił – relacjonowała w redakcji.
– Według tych państwa, zajmować wyznaczone miejsce parkingowe, utrudniając komuś pracę, wolno, a zastawiać auta już nie wolno. Filozofia Kalego. Jak są tacy czujni, to może powinni sami złożyć wniosek na policji o samoukaranie za złamanie przepisów ruchu drogowego – skomentował zajście jej krewki rozmówca. (reb)