Nie chcą do starosty

Kto by się spodziewał, że na ciepłą posadę w starostwie nie będzie chętnych?

Do tej pory przy okazji konkursów na stanowiska urzędnicze jeszcze przed ich ogłoszeniem spekulowano, kto dostanie pracę albo, pod kogo „robiony” jest konkurs. I przeważnie te przypuszczenia się sprawdzały. Jeśli były jakieś wątpliwości, wystarczyło poczekać na listę osób, które złożyły swoje CV do konkursu. Wtedy łatwo było „zgadnąć”, kto ma największe szanse. A praca w urzędzie – stabilna, z pensją wypłacaną regularnie, ubezpieczeniem i możliwością awansu – zawsze cieszyła się dużym zainteresowaniem. Tym większe zaskoczenie wzbudził ostatni konkurs na stanowisko podinspektora ds. realizacji oraz rozliczeń inwestycji drogowych w Wydziale Infrastruktury w chełmskim powiecie. Bo do konkursu nie było ani jednego chętnego. A wymagania, wbrew pozorom, nie były wcale wyśrubowane. Starosta szukał co prawda osoby z wykształceniem wyższym kierunkowym (budownictwo lub drogownictwo) ale nie wymagał żadnego doświadczenia.

– Trudno oczekiwać, żeby na stanowisko podinspektora zgłosił się do nas ktoś z fachem w ręku – przyznaje Piotr Deniszczuk, starosta chełmski. – Takie osoby bardzo dobrze odnajdują się i zarabiają w sektorze prywatnym.
Starsi stażem urzędnicy dziwią się, że nie zgłosił się nawet nikt z PSL. Do tej pory brak kwalifikacji nie przeszkadzał im w zatrudnieniu. – Być może tym razem trzeba kogoś do ciężkiej roboty i stąd brak zainteresowania? – komentują.
– Spróbujemy inaczej wyjść z tego problemu – mówi Dnieszczuk. – Mamy kilku stażystów. Możemy któregoś wysłać na podyplomowe studia i przesunąć do tych zadań. (bf)