NIE dla poprawczaka

Ani mieszkańcy, ani władze gminy Rejowiec nie dopuszczają do siebie myśli, że do miasteczka wróci poprawczak, a z nim strach i niepokój.

– Ten temat już przerabialiśmy. Trzeba inaczej wykorzystać budynek dawnego liceum – mówi Tadeusz Górski, burmistrz Rejowca po doniesieniach, że powiat chełmski, który zamknął kontrowersyjną działalność prywatnej firmy, sam rozważa prowadzenie ośrodka wychowawczego w przejętych budynkach. Niestety, co martwi mieszkańców, starosta Piotr Deniszczuk wcale jednoznacznie nie rozwiewa wątpliwości.
Czyżby zamieszanie wokół poprawczaka, prowadzonego przez prywatną firmę w Rejowcu, zostało sprytnie wykorzystane do wypowiedzenia umowy użyczenia budynków? Takie pytanie zadają mieszkańcy Rejowca, którzy usłyszeli, że starosta chełmski rozważa otworzenie w przejętych budynkach własnej placówki wychowawczej dla trudnej młodzieży. Powiatowych urzędników kuszą pieniądze, a dokładniej ogromna subwencja oświatowa, która idzie za każdym wychowankiem poprawczaka. Taka placówka to dla właściciela doskonały biznes. Urzędnicy o tym wiedzą, bo to przez starostwo przechodziła cała subwencja, którą musieli przekazywać na prywatne konto. Co dla jednych jest superbiznesem, dla innych jest katorgą. Od początku pisaliśmy, że sąsiedztwo poprawczaka nie było w smak mieszkańcom Rejowca. Ostrzegaliśmy, podając przykłady z innych miejsc w Polsce, czym to grozi. Wszystko, co podawaliśmy, potwierdziło się co do joty. Zdemoralizowana młodzież, która trafiła do poprawczaka, stała się wrzodem dla lokalnej społeczności i miejscowej policji. W ośrodku dochodziło do okropnych rzeczy. Od fali na słabszych wychowankach po straszne pobicia czy gwałty. „Trudna młodzież” pozwalała sobie też na terroryzowanie mieszkańców spokojnego do tej pory miasteczka, łącznie z wtargnięciem do jednego z domów i zaatakowaniem jego właściciela nożem. Gdy w końcu udało się pozbyć placówki, ludzie dostali informację, że starosta chełmski rozważa uruchomienie w budynkach szkoły takiej samej działalności. – To dla nas szok! Cieszyliśmy się, że ośrodek przestał działać, a ministerstwo zabrało młodzież, a teraz mamy się znowu bać? – denerwują się ludzie. Niektórzy uważają, że urzędnicy i starosta wprowadzali wszystkich w błąd, sugerując, że budynek potrzebny jest powiatowi na dom pomocy społecznej, bo o nieruchomości w Kaniem i Chojnie Nowym, w których działają powiatowe DPSy, upominają się spadkobiercy. O takim ewentualnym przeznaczeniu lub uruchomieniu w Rejowcu szkoły zawodowej mówił nie raz podczas sesji rady powiatu starosta. Ale dzisiaj Piotr Deniszczuk kluczy. – Rozważamy różne ewentualności i możliwości – mówi. – Bierzemy pod uwagę warianty, przez które nie będziemy dokładać do działalności. Nie możemy sobie pozwolić na otworzenie liceum, do którego nie będzie chętnych i na które będziemy musieli łożyć z własnych pieniędzy. Każdy samorząd upomina się o drogi i chodniki a nie będziemy mogli ich budować, jeśli będziemy prowadzić deficytową działalność.
– Nikt nie zapewni, że prowadzenie poprawczaka będzie opłacalne – odpiera argumenty starosty Tadeusz Górski, burmistrz Rejowca i deklaruje, że pierwszy będzie protestował przed powrotem poprawczaka. – Zatrudnienie specjalistycznej kadry, która upilnuje tak trudną młodzież, to ogromny wydatek. Nie ma też gwarancji, że ta młodzież akurat do Rejowca będzie kierowana, bo decyzje zapadają w Warszawie. Poza tym ten temat już przerabialiśmy i nie chcemy mieć takiego kłopotu po raz kolejny. Trzeba wrócić do pomysłu reaktywacji szkoły albo innej, mniej uciążliwej działalności dla ludzi.
Starosta Deniszczuk mówi, że żadne decyzje jeszcze nie zapadły. – Najkorzystniej dla powiatu byłoby wydzierżawić budynki, co także bierzemy pod uwagę – mówi.
Pod warunkiem zapisania w umowie na co może być wykorzystana nieruchomość. Takie zabezpieczenie wprowadził Rejowiec przy przetargu na sprzedaż budynku szkoły w Leonowie. (bf)