Nie ma „Karczmy”, nie ma biblioteki

Miasto na wynajem pomieszczeń po „Karczmie Słupskiej” wydało już ponad 140 tysięcy złotych, a lokal wciąż stoi pusty

Już ok. 144 000 zł kosztował Miejską Bibliotekę Publiczną w Lublinie czynsz za wynajem pustego lokalu po dawnej „Karczmie Słupskiej”. Miała tam powstać filia MBP ale brakuje pieniędzy na adaptację pomieszczeń. Piotr Tokarczuk, dyrektor MBP, nie traci jednak nadziei.


Lokal po dawnej „Karczmie Słupskiej” przy Al. Racławickich należy do zasobów Zarządu Nieruchomości Komunalnych. Od sześciu lat, czyli od momentu opuszczenia lokalu przez poprzedniego najemcę, nie udało się znaleźć kolejnego. Nieruchomość w tzw. trybie bezprzetargowym została wynajęta na rzecz Miejskiej Biblioteki Publicznej im. Hieronima Łopacińskiego. Za wynajęcie lokalu MBP płaci miesięcznie około 4 tysięcy złotych (48 tys. zł rocznie).

Miały się tam przenieść filie biblioteki nr 6 i nr 27, ale tak się nie stało. – Umowa najmu zawarta została w grudniu 2015 roku. Od początku 2016 roku w lokalu przeprowadzono prace porządkowe oraz inwentaryzację pomieszczeń. Przygotowano szczegółowy projekt aranżacji wnętrz oraz kosztorys inwestorski. W 2017 roku wykonane zostały wszystkie niezbędne projekty budowlano-wykonawcze, a w 2018 roku, złożony został wniosek o wydanie pozwolenia na budowę – wylicza Grzegorz Jędrek z biura prasowego ratusza. Dlaczego zatem lokal po „Karczmie Słupskiej” nadal stoi pusty?

– Przeniesienie filii nr 6 i nr 27 będzie możliwe dopiero po dokonaniu jego adaptacji na potrzeby biblioteki. MBP wnioskowała w konkursie ogłoszonym przez Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego o środki na adaptację tych pomieszczeń. Niestety, nie otrzymała dofinansowania. Szukamy możliwości sfinansowania tej inwestycji, będziemy analizować oszczędności przetargowe, które mogą pojawić się w tym roku – dodaje G. Jędrek. Podobnej odpowiedzi udzieliła nam przed rokiem Beata Krzyżanowska, ówczesna rzeczniczka prasowa ratusza.

Nowe warunki lokalowe mają pozwolić m.in. na „utworzenie nowoczesnej, atrakcyjnej biblioteki w centralnej części Lublina oraz zniesienie bariery architektonicznej dla osób niepełnosprawnych ruchowo”. Warto przypomnieć, że dotychczas filie biblioteki zazwyczaj były lokalizowane na piętrze, w budynkach, które nie zostały wyposażone w windy. Piotr Tokarczuk, dyrektor MBP nie traci nadziei.

– Wciąż wierzę, że w tym miejscu uda się otworzyć filie – przyznaje. Jego starania popiera Stanisław Brzozowski, miejski radny Prawa i Sprawiedliwości. – Prawdopodobnie chodzi o stosunkowo niewielką w skali budżetu kwotę kilkuset tysięcy złotych. Czytelnictwo jest ostoją prawdziwej kultury, dlatego warto w nie inwestować – uważa.

Grzegorz Rekiel