Nie ma szansy na porozumienie

Kompromisu w Muzeum Regionalnym w Krasnymstawie nie osiągnięto. Dyrektor Andrzej Gołąb nie widzi szans na współpracę z dwojgiem pracowników, których zwolnił dyscyplinarnie za palenie papierosów i odmowę przeniesienia oraz skręcania gablot. Co prawda zaproponował im, że cofnie dyscyplinarki i zamieni je na trzymiesięczne wypowiedzenia bez obowiązku świadczenia pracy, ale ci nie wyrazili na to zgody.

Wszystko wskazuje na to, że dwoje pracowników, zwolnionych kilka tygodni temu dyscyplinarnie z Muzeum Regionalnego w Krasnymstawie i dyrektor jednostki, Andrzej Gołąb, spotkają się niebawem w sądzie pracy. Na kompromisowe zakończenie sporu nie ma szansy.

Przypomnijmy, po objęciu przez Andrzeja Gołąba stanowiska dyrektora Muzeum, między nim, a częścią załogi doszło do konfliktu. Muzealnicy nie sądzili, że władze powiatu powołają dyrektora z zewnątrz, niezwiązanego do tej pory z jednostką. Ich nowy szef z wykształcenia jest biologiem, a z pracą w Muzeum wcześniej miał tyle wspólnego, co parówki z mięsem. Gołąb co prawda wygrał konkurs, jednak jego wynik był przesądzony, zanim jeszcze komisja konkursowa rozpoczęła swoje prace.

W placówce dochodziło do częstych sporów na linii dyrektor – część załogi. Aż w końcu kilka tygodni temu dwoje pracowników dostało dyscyplinarki. Andrzej Gołąb kilkakrotnie tłumaczył, że powodem takiej decyzji było ciężkie naruszenie obowiązków pracowniczych, ale o szczegółach nie chciał informować. Nie ujawnił ich również na nadzwyczajnej sesji rady powiatu, poświęconej aktualnej sytuacji w Muzeum, choć radni o to pytali. Każdy chciał wiedzieć, za co tak naprawdę pracownicy dostali dyscyplinarki. Bardziej rozmowni byli oni sami. Okazało się, że dyrektor za ciężkie naruszenie pracownicze uważa odmowę przeniesienia i skręcenia gablot oraz palenie papierosów w pracy. Co istotne, Andrzej Gołąb zwalniając pracowników nie wziął pod uwagę tego, że są oni chronieni przez związek zawodowy.

Podczas nadzwyczajnej sesji radni powiatowi pod adresem dyrektora Muzeum nie szczędzili słów krytyki, zwłaszcza po tym, jak zapoznali się z listem otwartym podpisanym przez pięcioro pracowników jednostki. Radny Janusz Szpak wprost mówił, żeby w takiej sytuacji najlepiej, jakby zarząd odwołał Gołąba ze stanowiska, ale władze starostwa starały się bronić dyrektora i nawoływać skłóconych do kompromisu. Sam Andrzej Gołąb zapewnił, że byłby gotowy pogodzić się, ale druga strona, według niego, musiałaby również zdobyć się na refleksję.

W miniony poniedziałek, 25 lipca, dyrektor Gołąb i zwolnieni dyscyplinarnie pracownicy zostali zaproszeni na posiedzenie zarządu powiatu krasnostawskiego. On sam już nie był tak chętny do zgody. Zaproponował jedynie, że cofnie zwolnienia dyscyplinarne, a w zamian da pracownikom trzymiesięczne wypowiedzenia bez obowiązku świadczenia pracy. Zwolnieni na to nie przystali, bo co prawda chętnie wróciliby do Muzeum, ale pod warunkiem, że następnego dnia Andrzej Gołąb nie piastowałby już funkcji dyrektora. Takie rozwiązanie, póki co, nie wchodzi jednak w grę, bo na odwołanie go ze stanowiska musiałaby się zgodzić posłanka Teresa Hałas, o czym chyba wszyscy w powiecie wiedzą. Jednym słowem spór dyrektora ze zwolnionymi dyscyplinarnie pracownikami rozstrzygnie sąd. (ps)

3 KOMENTARZE

  1. Podobnie jak Gołąb, zachowała się dyrektorka szkoły w Łopienniku. Tam również była „odgórna ochrona” dyrektorki, która pojawiła się z zewnatrz, a sprawa zwolnienia byłego dyrektora znalazła swój finał w sądzie pracy. Oni czują się bezkarni.

  2. Dyrektor Gołąb nie z nazwiska wymaże literkę ” O „, gdzie w kodeksie pracy jest paragraf o zakazie palenia w pracy, a to nie jest ciężkie naruszenie prawa pracy/ art.52 / Do skręcania i przenoszenia gablot jest konserwator , a nie pracownicy muzeum. Od kiedy w Polsce prawo ustala Hałasowa i dyktuje mu kogo ma zwolnić. Do sądu jej macki raczej nie sięgają i Muzeum / Starostwo / zapłaci grube pieniądze z naszych pieniędzy. A to powinni zapłacić Hałasowa i Leńczuk.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here