Nie ma winnych katastrofy

Nie wiadomo, co zabiło niemal 3 tony ryb w zalewie w Żółtańcach. Badania próbek wody nie wykazały niczego niepokojącego. Podejrzenia kieruje się w stronę okolicznych rolników, ale dowodów nikt nie ma. I znowu bestialstwo ujdzie pewnie komuś na sucho, tak jak się stało trzy lata temu.

Widok południowego i wschodniego brzegu zalewu w Żółtańcach przyprawiał o mdłości. Między trzcinami i na cumowisku łodzi pływały tysiące martwych ryb, które zaścielały przybrzeżne wody grubą warstwą. Jedne były świeżo śnięte, inne znajdowały się w zaawansowanym stadium rozkładu. Do czarnych worów na śmieci ładowali je strażacy z OSP, pracownicy okręgu PZW i wędkarze. W sumie wyłowiono niemal 3 tony ryb wszystkich gatunków występujących w zalewie.

Tylko w poniedziałek (4 maja) wyjęto kilka potężnych amurów, wiele pięknych szczupaków, okoni i sandaczy. Nikt nie wiedział, co spowodowało tak wielką katastrofę. Były tylko przypuszczenia. Po zbadaniu próbek wody pobranych przez chełmski Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska nie posunięto się ani na krok dalej w wyjaśnieniu tej zagadki, bo okazało się, że w wodzie nie wykryto żadnych substancji szkodliwych.

Zdaniem władz okręgu PZW Chełm i gminy Chełm, może to wskazywać jako winowajców okolicznych rolników, którzy nie zachowali dobrych praktyk przy stosowaniu oprysków swoich upraw. Niektórzy idą nawet dalej, twierdząc, że są tacy, którzy płuczą swoje opryskiwacze wprost w Uherce, która zasila zalew. Gdyby tak było w istocie, do wody trafić musiałyby bardzo duże ilości pestycydów, by wywołać katastrofę na tak szeroką skalę.

– Sytuacja się już normuje – mówił w piątek (8 maja) Mirosław Mysiak z Urzędu Gminy Chełm. – Od środy nie notujemy kolejnych śnięć, trwa akcja usuwania przede wszystkim najdrobniejszych ryb z pasa trzcinowisk. Od dwóch tygodni mamy też zamknięty dopływ wody z rzeki do zbiornika i tego typu praktyki będziemy stosować zapewne w latach przyszłych o tej porze roku – dodaje Mysiak. Zbiornik jest pod całodobowym monitoringiem – mówi z kolei Krzysztof Daniłów, dyrektor biura okręgu PZW w Chełmie. – Po konsultacjach z instytutem chorób ryb w Puławach zdecydowaliśmy się na gruntowne wapnowanie zbiornika. Odbędzie się ono w dwóch etapach, gdy wzrośnie temperatura. W sumie do wody wsypiemy ok. 11 ton wapna – dodaje Daniłów.

W poniedziałek (11 maja) ma się odbyć posiedzenie zarządu okręgu PZW. Raczej prawdopodobne jest, że na zebraniu podjęte zostaną decyzje m.in. o czasowym zamknięciu zbiornika dla wędkujących.

Gmina Chełm przygotowuje się do sezonu turystycznego. Na najbliższej sesji zapewne zostanie podjęta uchwała o utworzeniu kąpieliska na zalewie. (bm)