Niepospolita „Polita”

Centrum Spotkania Kultur chce udowodnić, że jednak może być sceną operową i musicalową i na wrzesień zaprasza lubelskich melomanów na niezwyczajne wydarzenie artystyczne.
11 września obejrzymy „Politę” Janusza Józefowicza, absolwenta lubelskiego Liceum Unii Lubelskiej, ale przede wszystkim twórcę największych sukcesów i dotkliwych klęsk stołecznego Teatru Buffo. Niestety, w zgodnej opinii krytyki „spektakl 3D o Poli Negri” należy jednak do tych drugich…
„Born in Poland, made in Germany, stolen by Hollywood” – tak pisano o Apolonii Chałupiec, dziewczynie z Powiśla, która została gwiazdą kina światowego formatu. Chwali się Józefowiczowi, że podobnie myśli o swojej pięknej i bezsprzecznie utalentowanej żonie, Nataszy Urbańskiej, która ma jednak jeden, za to zasadniczy problem – jest znienawidzona przez krytykę i plotkarskie portale internetowe, które zgodnie odmawiają jej charyzmy, zdolności aktorskich, krytykują nadmiernie wysportowaną sylwetkę – słowem tępią do gruntu, co zakochanego wciąż męża-menedżera tym bardziej prowokuje, przeto czołowe taneczno-choreograficzne małżeństwo Polski od lat już toczy wojnę z całym światem, uparcie realizując własne wizje artystyczne. „Polita” to właśnie jeden ze skutków tego konfliktu – szalony kolaż filmowo-laserowo-sceniczny. Dowcip polega na tym, że mimo licznych kontrowersji ten właściwie performance, a nie musical, świetnie pasuje do wielkiej sali CSK, którą pozbawiono akustyki i zaplecza scenicznego, a zatem zabawa światłem i przestrzenią powinna jakoś przesłonić te niedostatki.

Korzyść będzie więc obustronna – bo wystawiona po raz pierwszy przed czterema laty „Polita” okazała się straszliwą klapą finansową i mocno nadwyrężyła i tak już nie najlepszą opinię Józefowicza jako menedżera. Tak uznany krytyk, raczej dotąd życzliwy tańczącemu małżeństwu, jak Tomasz Raczek, pisał: „Muzyka w porządku, nad aktorstwem trzeba jeszcze popracować. Natasza tańczy i wygląda olśniewająco. Śpiewa poprawnie. Gra na razie słabo”. Przyjemną niespodzianką dla fanów będzie pojawienie się na scenie samego szefa Buffo, który tylko poza spektaklami jest ponoć histerycznym perfekcjonistą wrzeszczącym na aktorów i dziennikarzy, ale grając nadal promieniuje ciepłem, talentem i wielką charyzmą.
Wobec tak sprzecznych opinii, nawet bez oglądania się na sztampowe zapowiedzi i standardową w takich sytuacjach propagandę sukcesu działu marketingu Centrum, tym bardziej wypada więc wybrać się do CSK 11 września, bo czy to będzie nieoczekiwany sukces, czy klapa jakich mało, ubaw zapowiada się po pachy! TAK