Niesnaski przy rewitalizacji

Od jesieni zeszłego roku trwa przygotowanie programu rewitalizacji miasta. Obszar, który obejmie dokument, to głównie śródmieście i tereny sąsiadujące z PZL-Świdnik. Z takiego rozwiązania niezadowoleni są z kolei mieszkańcy spółdzielni mieszkaniowej.
Lokalny Program Rewitalizacji to dokument, który jest niezbędny w staraniu się o środki unijne na odnowienie zdegradowanych części miasta. Pod koniec zeszłego roku również świdniccy urzędnicy rozpoczęli przygotowywanie takiego programu. Otrzymali na ten cel unijne pieniądze. Zgodnie z procedurami w tworzeniu dokumentu muszą wziąć również udział mieszkańcy. Pierwsze spotkania konsultacyjne ze świdniczanami odbyły się w drugiej połowie grudnia. Wcześniej miały do nich trafić specjalne ankiety. Mieszkańcy mieli w nich wskazać, jakie tereny ich zdaniem powinny być objęte rewitalizacją i jakie na nich występują problemy. Okazuje się jednak, że ankiety nie trafiły do wszystkich.

– Ostatnio dowiedziałem się, że gmina opracowuje program rewitalizacji i że wśród mieszkańców były przeprowadzane ankiety. Mogli w nich wybierać tereny, które można było wpisać do tego programu. Moi znajomi z centrum Świdnika powiedzieli mi, że otrzymali ankiety do skrzynek pocztowych. Ja takiej nie dostałem. Pytałem sąsiadów z mojego bloku i kilku sąsiednich i oni również nie mieli ankiet. Zaczęliśmy się więc zastanawiać, czy nie chodzi przypadkiem o to, że my mieszkamy w blokach spółdzielczych – mówi pan Stefan ze Świdnika. – Nie rozumiem jednak czemu taki podział miałby służyć, przecież w budynkach podlegających SM mieszka połowa świdniczan, którzy jak wszyscy inni płacą podatki.
Nasi rozmówcy tłumaczą, że zawężenie obszaru rewitalizacji do śródmieścia i terenów w sąsiedztwie ul. Fabrycznej jest krzywdzące przede wszystkim dla mieszkańców Spółdzielni Mieszkaniowej. – Przecież u nas są również zniszczone place, zaniedbane skwerki. My również potrzebujemy ławek, czy remontów zniszczonych dróg – wylicza pan Stefan.
Przedstawiciele władz Spółdzielni Mieszkaniowej tłumaczą z kolei, że do programu rewitalizacji zgłosili kilka własnych propozycji, ale wnioskowali również o rozszerzenie obszaru objętego programem.

– Część naszych terenów jest ujęta w programie, ale tylko te przylegające do śródmieścia. Zgłosiliśmy, więc trzy wnioski dotyczące tego obszaru. Pierwszy dotyczy rewitalizacji terenu przy blokach na ul. Mickiewicza i Niepodległości 30. Drugi obejmuje teren między budynkami przy Kosynierów 13 i 15, a trzeci skwerek przy ul. Spółdzielczej 1 i 3 – wymienia Marek Słotwiński, prezes SM w Świdniku.
Przedstawiciele spółdzielni dodają również, że starali się o rewitalizację parkingu przy Racławickiej 13 i 15, a także zielonego placu na os. Wschód, przy Szkole Podstawowej nr 7. – Oba projekty dotyczą już terenów spoza obszaru objętego programem rewitalizacji. Ubolewamy również, że poza tym obszarem znalazły się nasze najstarsze bloki, które w latach 70-tych powstały przy ul. Kościuszki i Głowackiego – mówi Marek Słotwiński.
Przedstawiciele ratusza tłumaczą, że wniosek spółdzielni o rozszerzenie terenu objętego rewitalizacją do miasta wpłynął, ale został odrzucony. – Spółdzielnia chciała objąć programem rewitalizacji również tereny przy Racławickiej, ze względu na plany wybudowania na tym terenie parkingów, oświetlenia i instalacji monitoringu. Gmina na propozycję rozszerzenia obszaru odpowiedziała odmownie, ponieważ prośba wpłynęła już po czasie i wymagałaby powtórzenia wszystkich dotychczasowych procedur – przyznaje Michał Piotrowicz, zastępca burmistrza Świdnika. – Opracowanie programu rewitalizacji odbywa się przy dofinansowaniu unijnym. Jakiekolwiek ingerencje i powtarzanie działań uniemożliwia terminowe wykonanie dokumentu. Może to skutkować odebraniem przyznanej na opracowanie programu dotacji.

Przedstawiciele ratusza tłumaczą również, że spółdzielnia w tej chwili i tak nie mogłaby skorzystać z funduszy przeznaczonych na rewitalizację. – Wiemy o tym, natomiast być może w ciągu kolejnych lat takie możliwości się pojawią. Wpisanie naszych terenów do programu nie oznacza przecież że odbieramy miastu jakieś pieniądze, a może w przyszłości dałoby nam szansę na pozyskanie środków – dodaje Marek Słotwiński. (kal)