Niewygodne pytania pielęgniarek

Czy szpitale manipulują sprawozdawczością i hospitalizują pacjentów nie wymagających takiej pomocy?


Takie wątpliwości wysuwają siostry z Ogólnopolskiego Związku Zawodowego Pielęgniarek i Położnych, nie tylko podejrzewając szefów poszczególnych placówek o kombinacje w dokumentach, ale przede wszystkim domniemaną winą obciążając nowo wprowadzone normy mające regulować zatrudnienie i prawidłową obsadę personelu… pielęgniarskiego.

Papierowe „dostawki”

Teoretycznie w bieżącym roku na każdym oddziale niezabiegowym na jedno łóżko szpitalne powinno przypadać 0,6 pielęgniarki, a na oddziale zabiegowym i pediatrycznym – nawet (?) 0,7. Dzięki takim przepisom, wywalczonym przez środowisko, ukrócone miały zostać wreszcie sytuacje patologiczne, na czele z nocnym bieganiem pielęgniarek między przeładowanymi salami czy nawet piętrami. Wystarczy bowiem, że dyrektorzy nazwą nawet nie dołożone, ale i już będące na s łóżka „dostawkami” – a już mogą sobie gwizdać na nowe normy.

Miałyby funkcjonować już całe „banki łóżek” do dyspozycji kierownictwa oddziałów w różnych szpitalach, które (często fikcyjnie) dopisuje się w poszczególnych salach obok łóżek wykazanych w umowach z NFZ – wyjaśnia patologię systemu Krystyna Ptok, przewodnicząca OZZPiP. Związkowczynie chcą ratować sytuację wpisując w raporty pielęgniarskie tylko łóżka statutowe, objęte normami, nie zmieni to jednak samej… kreatywności wykazywanej przez dyrekcje. Która, w dodatku w ten sposób pogarsza warunki pacjentom „łóżkowym”, tracącym dostępną sobie przestrzeń.

Kreatywna sprawozdawczość

Manipulacji ma być zresztą więcej, nawet tych niebezpiecznych, jak upieranie się, że pacjentowi neurologicznemu, po udarze, wystarczyć może nawet to wywalczone 0,6 pielęgniarki zamiast zastosowania przelicznika 1 do 1. Nie koniec na tym – powszechnie znaną (również z lubelskich placówek) praktyką jest „optymalizacja procedur”, niekiedy sprowadzająca się do zlecenia zbędnych z medycznego punktu widzenia badań, a czasem wręcz… przetrzymywania hospitalizowanych dłużej niż ma to sens inny niż ekonomiczny. Chodzi o to, że w niektórych przypadkach NFZ płaci za świadczenie tylko wtedy, gdy hospitalizacja jest dłuższa niż… trzy doby. Postulat zmiany wycen i wyrównania stawek, by uniknąć przerzucania kosztów na szpitale z jednej strony, z drugiej zaś ich kreatywnej sprawozdawczości,

wraca od lat. Jak zawsze – bez skutku. Wszyscy wiedzą, jak jest, ale system okazuje się nie do naprawienia…

Obecny rząd obiecywał weryfikację taryfikatorów i wycen jesienią… ubiegłego roku. TAK