(Nie)zdrowa propaganda

Jaka jest sytuacja lubelskiej służby zdrowia w dwóch słowach? Jest dobrze! A w trzech? Nie jest dobrze… Takie wnioski można wysnuć po kolejnej już konferencji prasowej Zarządu Województwa, na której ogłoszono cudowną poprawę w postaci „zmniejszenia zadłużenia szpitali” pomiędzy listopadem a grudniem ubiegłego roku. Niestety, szczegółowa analiza danych przedstawionych w odpowiedzi na nasze zapytanie wskazuje, że optymizm jest co najmniej przedwczesny, by nie powiedzieć – nieuzasadniony.


Sztuczki zamiast księgowości

Oficjalny komunikat Urzędu Marszałkowskiego mógł urzec każdego, kto nigdy nie zahaczył o księgowość ani nie liznął choćby elementów zarządzania. Władze samorządowe poinformowały o „zmniejszeniu się zobowiązań szpitali podległych samorządowi województwa lubelskiego o kwotę 64 mln zł. Na koniec listopada zobowiązania te wynosiły 959 mln zł, zaś na koniec grudnia kwota ta osiągnęła poziom 895 mln zł”. Niewiele brakowało, by wszyscy zakrzyknęli „Hura!” Od razu jednak przyszła refleksja: zaraz, to oni się na karcie kredytowej zadłużają, że w miesiąc spłacają?

A jaki jest trend i dynamika zadłużenia, rosnąca czy malejąca? Jak to wygląda w jakiejś znaczącej księgowo perspektywie, jeśli nie roku, to chociaż kwartału? Co to znaczy „zobowiązania”: bieżące, krótkoterminowe, długoterminowe? Może po prostu przyszły terminy spłaty rachunków? Jakie są koszty obsługi długów? Co z nowymi kredytami, które przecież Sejmik zatwierdził, a nawet kazał poręczyć? I wreszcie najważniejsze pytanie: kto tu opinię publiczną próbuje wprowadzić w błąd?

Dokładniejsze dane nie pozostawiają złudzeń. Po pierwsze, za wyjątkiem może intensywnie dofinansowywanego i spłacającego dzięki temu stare długi Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej, pozostałe marszałkowskie szpitale Lublina po prostu na koniec roku spłacały rachunki i – po gwałtownym wzroście zobowiązań krótkoterminowych w listopadzie – generalnie wróciły do stanu z października 2019 r. Jeśli porównamy w ten sposób choćby wyniki szpitala na Kraśnickiej, okazuje się, że zamiast imponującego spadku o 8,77 mln w stosunku miesięcznym, mamy do czynienia ledwie z chwilowym wahnięciem o ledwie 1,2 mln zł. Pewnie, to też dobrze, ale po co ta propaganda sukcesu na okrasę?

Koszty finansowe rosną, a tną koszty ludzkie

Jak widać, nie można więc mówić o żadnej wyraźnej tendencji wychodzenia z zadłużenia. Co gorsza, we wszystkich szpitalach skokowo rosną koszty finansowe, co tylko zwiększy obciążenie ich finansów. I tak w szpitalu im. Wyszyńskiego obsługa zadłużenia w 2018 r. kosztowała 18,2 mln zł, podczas gdy według wstępnych danych w roku 2019 – już 20,15 mln. W „Janie Bożym” było to odpowiednio 2,78 mln zł i wzrost aż do 3,99 mln zł, a w COZL – wzrost z 1,69 mln zł do 2,1 mln zł w ubiegłym roku.

Stare długi duszą szpitale i zarówno ich dyrektorzy, jak i Zarząd Województwa muszą mieć świadomość, że żadne czarowanie liczbami tego tragicznego staniu nie zmieni. To te koszty musza ulec zmniejszeniu, a nie koszty osobowe – taka powinna być pierwsza zasada planów naprawczych nie dla poszczególnych jednostek, ale kompleksowo, dla całej samorządowej ochrony zdrowia.

I marszałkowie pewnie nawet to wiedzą, a w każdym razie wiedzieć powinni… Cóż z tego jednak, skoro sukcesów potrzebują na gwałt teraz, a kto by się tam znał na liczbach…

Nowy rok – nowy dług…

W dodatku zaś nowy rok zaczynamy przecież od nowych długów, błędnie nazywanych „spłatą zobowiązań” szpitala na Kraśnickiej – Plan jest taki, aby zmienić całości zadłużenia na kredyt pozyskany z Banku Gospodarstwa Krajowego. Chodzi o 310 mln złotych. Z rozmów wynika, że BGK jest zainteresowany udzieleniem tego kredytu pod jednym warunkiem, że szpital udowodni w biznesplanie, że po upływie karencji będzie w stanie spłacać kredyt.

Takie szczegółowe opracowanie musieliśmy dostarczyć do 31 stycznia. Kredyt z BGK spowoduje zmniejszenie kwoty obsługi dotychczasowych kredytów z 18 mln zł rocznie do 8-9 mln zł. Myślę, że w ciągu półtorej miesiąca powinna zapaść ostateczna decyzja w tej sprawie – wyjaśnia dyr Piotr Matej z departamentu zdrowia Urzędu Marszałkowskiego. I znowu – teoretycznie to dobrze, bo przynajmniej będzie trochę taniej. Oczywiście ucieszą się też parabanki, które dostaną zwrot pożyczek przed terminem. W istocie jednak reforma ochrony zdrowia stoi w miejscu.

TAK