Niezła „agentka” umoczyła agentów

Lubelscy agenci Centralnego Biura Antykorupcyjnego podczas tajnej operacji zatrzymali na gorącym uczynku przyjęcia łapówki mieszkankę Lublina, która powoływała się na znajomości w MSWiA. Kobieta obiecywała właścicielom strzelnicy załatwienie przedłużenie koncesji. Razem z nią wpadli jej dwaj wspólnicy: emerytowany oficer ABW oraz komandos elitarnej jednostki GROM.
Jolanta S.-H. podawała się za pracownicę służb i kontaktowała się z właścicielami strzelnicy. Wiedziała, że mają wielkie kłopoty. Kilka miesięcy temu na ich obiekcie wydarzył się wypadek. Podczas ćwiczeń pocisk odbił się od kulochwytu i przeleciał rykoszetem obok ludzi. Nikt nie zginął, ale wszczęto postępowanie i zagrożona stała się koncesja firmy. Bez dokumentu wydawanego przez resort spraw wewnętrznych i opiniowanego przez ABW dalsza działalność strzelnicy znalazła się pod dużym znakiem zapytania. Lublinianka miała jednak obiecać, że przedsiębiorcy zachowają koncesję i chwaliła się znajomościami. Aby się uwiarygodnić, występowała razem ze swoimi znajomymi: Marcinem S. byłym oficerem ABW i komandosem Andrzejem K.
Kobieta złożyła właścicielom korupcyjną propozycję. Zażądała 55 tys. zł łapówki. Szefowie firmy nie chcieli jednak wikłać się w podejrzaną transakcję i o wszystkim powiadomili CBA. Agenci zorganizowali zasadzkę. Zatrzymali najpierw Marcina S., który zgłosił się po odbiór pieniędzy. Potem wpadła mieszkanka Lublina oraz emerytowany naczelnik z ABW. Wszystkim grozi do 8 lat więzienia. 29 lipca cała trójka decyzją warszawskiego sądu trafiła do aresztu. LL