Nowy oddział daje nadzieję

Chełmski szpital jest o krok od otwarcia nowego oddziału – chirurgii naczyniowej. NFZ ogłosił już konkurs a dyrektor szpitala negocjuje z nową kadrą. To może teraz onkologia? Chorzy od dawna żalą się, że na wyczerpującą chemię muszą jeździć do Lublina. – Skoro dyrektorowi udaje się otworzyć kolejny oddział, to dlaczego nie spróbować powalczyć o onkologię? – pytają

W ubiegłym roku na II piętrze tzw. łóżkowca powstała jedna z najnowocześniejszych w Polsce pracowni kardiochirurgii. To właśnie z zakupionego do pracowni sprzętu będą mogli korzystać lekarze nowego szpitalnego oddziału – chirurgii naczyniowej. Dyrekcja od dłuższego czasu szukała możliwości, by ściągnąć do Chełma specjalistów z tej dziedziny. I zabiegała, aby pozyskać na finansowanie oddziału pieniądze z Narodowego Funduszu Zdrowia.
– Chirurgii naczyniowej nie ma w Chełmie, są to bardzo dobrze płatne procedury i jest na nie spore zapotrzebowanie, dlatego chcieliśmy iść w tym kierunku – mówi Jacek Buczek, dyrektor szpitala w Chełmie. „Chodzenie” za nowym oddziałem, wizyty w NFZ i rozmowy z potencjalną kadrą trwały aż rok. I w końcu pojawiły się możliwości sfinansowania oddziału. NFZ ogłosił konkurs na leczenie szpitalne w zakresie chirurgii naczyniowej na terenie powiatu chełmskiego, szpital złożył ofertę a dyrektor negocjuje z doktorami warunki pracy i płacy. Rozstrzygnięcie konkursu nastąpi 28 lutego. I wszystko wskazuje na to, że oddział powstanie.
– To będzie fizycznie zupełnie nowy oddział z dwudziestoma łóżkami – mówi Buczek. – Personel będzie liczył od 22 do 24 osób. Oprócz lekarzy część osób to będą na pewno obecni pracownicy szpitala, ale być może będziemy szukali także nowych ludzi do pracy.
Chirurgia naczyniowa to nie pierwszy nowo otwarty oddział za dyrektora Jacka Buczka. Wcześniej powstała wspomniana już pracownia kardiochirurgii oraz zakład opiekuńczo-psychiatryczny. Nowe oddziały, które powstają w szpitalu, zazwyczaj bardzo dobrze prosperują. Wystarczy wspomnieć utworzony przez doktora Wiesława Godzisza oddział urologii, który od lat funkcjonuje bez kłopotów.

Powalczmy o onkologię
O nowy oddział, onkologiczny, dopytują pacjenci z nowotworami. Żalą się, że na wyczerpujące chemie muszą jeździć do Lublina. – Taka wyprawa dla wielu chorych to gehenna – mówią. – Wyjazdy bladym świtem, żeby stanąć w kolejce w Centrum Onkologii Ziemi Lubelskiej. Kilkugodzinne oczekiwanie na czczo na badania i przyjęcie leków wyczerpują organizm. Do tego męczący powrót osłabionych pacjentów do domu. Często po takiej „przygodzie” przez tydzień dochodzą do siebie.
Przy okazji wychodzą wszystkie inne niedogodności związane z taką wyprawą, które i zdrowego człowieka pozbawiają siły i chęci do życia. A problem jest ze wszystkim: od znalezienia miejsca na parkingu przy szpitalu w Lublinie, warunków w zapełnionej od rana poczekalni, braku odpowiednich toalet czy stołówki, w której można byłoby coś zjeść po badaniu. – Kto nie miał tej przykrej okazji, by jechać na chemię albo zawieźć tam kogoś z rodziny i czekać z nim, nie do końca zrozumie, jakie to wszystko okropne – mówi Tomasz z Chełma, który chorą mamę wozi do Lublina. – A przecież jeszcze kilka lat temu chemię można było dostać w przyszpitalnej poradni onkologicznej w Chełmie.
Kiedyś rzeczywiście wystarczyły do tego warunki ambulatoryjne. Od kilku lat do podawania chemii potrzeba tradycyjnego oddziału, którego w Chełmie brakuje.
– A mają je szpitale wojewódzkie w Zamościu i Białej Podlaskiej – mówią pacjenci.
Tamtejsze placówki prowadzą chemioterapię i immunoterapię nowotworów. Dlaczego nie można tego robić w Chełmie? Utarło się, że nie ma szans na pieniądze na oddział, bo cały kontrakt przejmuje COZL. – Orientowałem się w sytuacji, rozmawiałem w Narodowym Funduszu Zdrowia i wiem, że szanse na kontrakt mamy, niestety, marne – uważa J. Buczek.
Ale oficjalnie NFZ mówi co innego. – Jest zasada równego traktowania podmiotów, nie ma faworyzowania. Podstawą jest spełnienie wymagań konkursowych – mówią w NFZ w Lublinie. A to, że w Chełmie nie ma onkologii, tym bardziej powinno pomagać w uzyskaniu kontraktu, bo (przynajmniej w teorii) Funduszowi zależy na jak największej dostępności świadczeń. Kłopotem może być pula pieniędzy, jaką NFZ może wygospodarować na dane świadczenia. Przez to zdarza się, że kontraktowane są np. w jednej części województwa. Ale skoro udało się „wychodzić” chirurgię naczyniową, to trzeba spróbować powalczyć o onkologię.(bf)