O Panu Robótce i straconych pieniądzach

Miało być dobrze, szybko, a przede wszystkim tanio. Kończyło się na tym, że ogłaszający się jako „Pan Robótka” fachowiec brał zaliczkę i znikał. Czasem było to 500, a czasem nawet 1 500 zł. Nie wiadomo, ile osób w ten sposób oszukał. Wiemy za to, że próbował naciągnąć m.in. proboszcza parafii.

– Mnie od razu coś w tym fachowcu nie pasowało. Widać było, że coś kręci – mówi w rozmowie z nami proboszcz jednej z parafii w powiecie chełmskim, który potrzebował ostatnio budowlańca do drobnych robót. – Umawiał się na spotkania i nie przychodził. Dawał wyjątkowo niskie wyceny robocizny. Uznałem, że coś musi być nie tak, więc niczego z nim nie podpisałem.
Niestety, nie każdy był taki przezorny jak ksiądz. Nietrudno się jednak dziwić. „Pan Robótka” (pod takim pseudonimem ogłaszał się w sieci mężczyzna) oferował bowiem wyjątkowo atrakcyjne ceny za wykonanie prac remontowo-budowlanych. Pisał w ogłoszeniu „Oferuję tanie, kompleksowe usługi z zakresu budownictwa m.in.: usługi brukarskie, wykończenia wnętrz, remonty. Najtaniej w województwie lubelskim. Ponadto organizuję konkursy. Teraz dla pierwszych klientów na usługi brukarskie jest rabat.”
– Obiecywał cuda na kiju – mówi pani Jolanta, która twierdzi, że została oszukana przez fachowca. – Za wykonanie podjazdu i chodników z kostki życzył sobie niewiele. Powiedział tylko, że potrzebuje zaliczkę na materiały budowlane. Spisaliśmy umowę i przekazałam mu 500 zł. Potem, jeszcze przez kilka dni, miałam z nim kontakt. Mówił, że nie może do mnie przyjechać, bo kończy inne roboty. Aż wreszcie przestał odbierać telefony i odpisywać na smsy – opowiada kobieta.

Uwaga, oszust

Pani Jolanta, gdy zorientowała się, że została oszukana, opisała w Internecie całe zajście. Tłumaczyła, że dała się skusić przystępną ceną. Podobnie jak kolejna oszukana osoba, która zgłosiła się do pani Jolanty tuż po tym, jak zobaczyła post w sieci.
– Wtedy okazało się, że nie tylko ja zostałam naciągnięta przez „Pana Robótkę”. Osoba, która się do mnie odezwała, mówiła, że dała 1500 zł zaliczki. A po fachowcu ślad zaginął – dodaje kobieta.
Sprawa została zgłoszona do Komendy Miejskiej Policji w Chełmie. Poszkodowana swoje kroki skierowała także do sądu. – Nie odpuszczę. I już nawet nie chodzi o pieniądze, tylko o to, żeby ten człowiek nie oszukiwał kolejnych ludzi – mówi pani Jolanta.

Jak nie dać się oszukać?

Chełmski adwokat Tomasz Otkała radzi, jak zabezpieczyć się przed takimi sytuacjami. – Zdecydowanie zalecam sporządzanie pisemnych umów. Należy także kwitować każde pobieranie i wydawanie gotówki oraz żądać dowodu zakupu materiałów budowlanych. Dobrze jest wszystko mieć na piśmie, bo to czyni sytuację jasną i przejrzystą – tłumaczy i dodaje, że w przypadku firm budowlanych zawsze warto sprawdzić ich referencje. (mg)
Imię zmienione. Personalia bohaterki artykułu do wiadomości redakcji.