Odmówiła choremu dziecku

Lekarka z gminnego ośrodka zdrowia w Woli Uhruskiej odmówiła przyjęcia chorego dziecka, bo nie było tam zaopcjowane. Chłopiec przebywał podczas ferii u dziadków – prywatnie pacjentów ośrodka. – Taka sytuacja nie powinna mieć miejsca – mówią w Narodowym Funduszu Zdrowia.


Do tej skandalicznej sytaucji doszło w ubiegły wtorek. 9-letni chłopiec był u dziadków w Woli Uhruskiej. Źle się poczuł. Uskarżał się na bóle brzucha. – Dziadkowie zawieźli go do miejscowego ośrodka zdrowia. Synek płakał, czekając w poczekalni, ale pomocy się nie doczekał – opowiada mama chłopca. – Doktorka miała powiedzieć, że skoro nie jest z tego obwodu i nie jest zaopcjowany w ośrodku, to go nie przyjmie. Nawet inni pacjenci czekający w kolejce byli zaskoczeni takim podejściem lekarki.

Dziadkowie zadzwonili do syna. Przyjechał i zabrał chłopca do lekarza rodzinnego w Kamieniu. Okazało się, że dziecko miało zatrucie. Dostało leki i teraz jest już w domu.

– Wydawało mi się, że w takiej sytuacji lekarz podstawowej opieki ma obowiązek przyjąć chorego – żali się matka chłopca. – Przecież mnóstwo ludzi przebywa w ferie poza domem. Czy oni też nie mogą liczyć na żadną pomoc w razie nagłych wypadków?

– Taka sytuacja nie powinna mieć miejsca – mówi Małgorzata Bartoszek, rzecznik prasowy lubelskiego oddziału Narodowego Funduszu Zdrowia. – Tym bardziej, że chodziło o dziecko i trzeba wykazywać się większą wrażliwością. Jeżeli rodzice poskarżą się do nas na tę sytuację, przeprowadzimy postępowanie wyjaśniające.

Co ciekawe dziadkowie, którzy przywieźli chłopca, są zaopcjowani w ośrodku i wcześniej bardzo pochlebnie wypowiadali się o kierującej nim lekarce.

Na swojej stronie internetowej NFZ publikuje poradnik, gdzie udać się w razie nagłej choroby, jeśli w czasie ferii przebywa się poza miejscem zamieszkania. Jedną z opcji jest lokalny lekarz podstawowej opieki zdrowotnej. NFZ zaznacza, że mamy prawo udać się do niego po poradę. (bf)