Ogień zabrał im wszystko

Z przytulnego domu państwa Siemczuków pozostały zgliszcza

– Mieszkaliśmy tu od 2001 roku. Urządzaliśmy domek krok po kroku. Tu mieliśmy rybki, tu kuchnię, po drugiej stronie łazienkę. Przed rokiem zrobiliśmy nowy dach – pokazuje ze łzami w oczach spalone zgliszcza pani Irena. We wtorek, 27 lutego, państwo Andrzej i Irena Siemczukowie z lubelskich Zemborzyc stracili w pożarze dorobek życia.


Rano tego dnia wyszli jak zwykle do pracy. Około godz. 15 jeden z sąsiadów zauważył dym, wezwał straż.
– Do pożaru domu na posesji przy ul. Roślinnej w Lublinie ruszyło osiem zastępów ratowników, w sumie 24 strażaków, oraz służby pogotowia energetycznego, policji, straży miejskiej, miejskiego wydziału zarządzania kryzysowego – relacjonuje kpt. Andrzej Szacoń, oficer prasowy Komendy Miejskiej Państwowej Straży Pożarnej w Lublinie.
Niestety, ogień błyskawicznie objął cały dom. Strażacy mogli jedynie go już tylko dogasić. Straty są ogromne.
– Wstępnie oszacowaliśmy je na około 400 tysięcy złotych – dodaje kpt. A. Szacoń.
Niedowierzanie i szok
Właścicielom posesji trudno zebrać myśli. Na szczęście już od pierwszych chwil od momentu tragedii mogli liczyć na wsparcie bliskich i pomoc od sąsiadów. Ale z trudem dochodzą do siebie.
– Nie wiemy jeszcze, czy będziemy odbudowywać. Zobaczymy, ile uda się otrzymać od ubezpieczyciela. A co teraz? Jeszcze nie wiemy… – mówią państwo Andrzej i Irena.
Pożar nie rozprzestrzenił się na pobliskie domy. Nie dosięgnął też stajni i wydzielonej przestrzeni dla psa.
Zdarzenie przeanalizowała już lubelska Policja. – Ogień powstał prawdopodobnie od kominka, którym pomieszczenie było ogrzewane – mówi nadkom. Renata Laszczka-Rusek, rzecznik prasowy Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie.
– Kominek był sprawny, aż się wierzyć nie chce, że mógł zawieść – mówi pan Andrzej.
Przed państwem Siemczukami naprawdę trudny czas. Mogą liczyć na wsparcie najbliższych, również znajomych i sąsiadów. Przy intensywnych mrozach każde wsparcie rzeczowe, czy finansowe jest dla nich bezcenne. Kontakt do pogorzelców: 601 334 878. BARTŁOMIEJ CHUDY