Ojciec porwał moje dziecko

W sytuacji, gdy oboje rodzice mają pełnię praw, a postępowanie sądowe w sprawie władzy rodzicielskiej trwa, formalnie nie możemy mówić o uprowadzeniu dziecka. Ale co ma zrobić matka, której były partner po widzeniu nie chce oddać dziecka i ukrywa je przed nią, a policja, opieka socjalna i nawet Rzecznik Praw Dziecka są bezradni? Czy naprawdę jedynym wyjściem jest czekanie tygodniami z nadzieją na ruch ze strony sądu?

Od 2010 pani Agnieszka żyła w związku nieformalnym z Bartoszem T. Po roku parze urodził się synek, Dawid.
– Od początku były problemy. Były partner stosował przemoc psychiczną i fizyczną. Był agresywny, interesował się też pornografią – mówi zrozpaczona kobieta.
Starał się ją kontrolować, odizolować od rodziny. Kilka lat temu w Prokuraturze Rejonowej w Chełmie toczyło się nawet postępowanie w sprawie o znęcanie się, ale sprawca uniknął kary. Kobieta popadła w depresję. Po definitywnym rozstaniu w 2014 roku wyprowadziła się z synkiem do Warszawy i tam próbowała na nowo ułożyć sobie życie. Wcześniej, gdy mieszkała w Chełmie, były partner śledził ją, robił zdjęcia, potrafił o różnych porach przychodzić pod drzwi jej mieszkania, walić pięścią i urządzać awantury na klatce schodowej.
Kobieta wniosła do Sądu rejonowego w Chełmie pozew o ustalenie miejsca pobytu dziecka, ograniczenie ojcu władzy rodzicielskiej i alimenty. Były partner nie chciał się z tym pogodzić i zaczął walczyć o synka, pisząc kolejne skargi na matkę, jakoby zaniedbuje chłopca (w tym do Rzecznika Praw Dziecka). Po kilku latach procesu i zmianie sędziego postępowanie zostało zawieszone. – Zawarliśmy ugodę przed sądem, że dla dobra małego jego ojciec będzie się z nim widywał kilka razy w miesiącu. Miał go odbierać z przedszkola w co drugi piątek i zabierać do Chełma na weekend. Ale wcale nie stosował się do warunków – nieraz dzwoniłam do przedszkola, a pani mówiła, że ojciec nie odebrał synka, więc musiałam szybko po niego jechać – opowiada pani Agnieszka.
Na początku marca ojciec wziął dziecko do siebie na widzenie i już nie oddał. Matka chłopca jest zrozpaczona. – Nie mogę nawet usłyszeć jego głosu, bo mój były partner na to nie pozwala, blokuje połączenia ode mnie. Synek nie chodzi kolejny tydzień do przedszkola, nie uczy się, nie ma go przy mnie. Nie wiem, co robić. Policjanci i pracownicy opieki społecznej przychodzą do jego domu, rozglądają się i wychodzą, mówiąc, że przecież chłopiec jest zadbany i nie dzieje mu się krzywda. A ojciec robi, co chce – powiedział im, że za kilka tygodni synek wróci do Warszawy, bo teraz jest rzekomo chory. Jak tak można?
Przez konflikt między rodzicami i zaangażowanie w niego Rzecznika Praw Dziecka jakiś czas temu z urzędu wszczęte zostało postępowanie w sprawie władzy rodzicielskiej w sądzie warszawskim. Teraz chełmska „rejonówka” czeka na akta ze stolicy, by móc podjąć konkretną decyzję, czy odebrać ojcu dziecko i dać opiekę matce (postępowanie w SR w Chełmie zostało odwieszone, a kobieta złożyła wniosek o ustanowienie miejsca pobytu dziecka przy niej z prośbą o nagłe rozpatrzenie). W kwietniu powinna zapaść decyzja. Do tego czasu i policja, i MOPR mają związane ręce, bo to sąd jest „właściwym organem” – bez decyzji w sprawie władzy rodzicielskiej nikt dziecka siłą nie wyrwie. Wystarczy mieć pełnię praw rodzicielskich i praktycznie bezkarnie można pozbawić matkę kontaktu z własnym dzieckiem. Kobiecie pozostaje jedynie czekać tygodniami (o ile nie dłużej) na orzeczenie sędziego.

Porwania rodzicielskie

Rocznie do biura Rzecznika Praw Dziecka wpływa około kilkunastu próśb o interwencję w analogicznych sytuacjach, jak ta, w której znalazła pani Agnieszka, gdzie „zachowanie ojca wskazuje na naruszenie praw dziecka do wychowania przez oboje rodziców”.
– Rzecznik Praw Dziecka przedstawił Prezydentowi RP propozycje zmian przepisów dotyczących tzw. porwań rodzicielskich z prośbą o podjęcie inicjatywy legislacyjnej w tym zakresie. Obecnie trwa ich analiza w Kancelarii Prezydenta RP – informuje Ewa Dryhusz z biura prasowego RPD. – W przypadku stwierdzenia naruszenia praw lub dobra dziecka, rzecznik zawsze podejmuje wszelkie możliwe, prawem przewidziane działania – zapewnia i dodaje, że w pierwszej kolejności to rodzic powinien niezwłocznie zawiadomić sąd i organy ścigania.
Problem w tym, że nawet postanowienia sądu o odbiorze okazują się zawodne, bo jeśli dziecko płacze i nie chce zostawić rodzica, nikt go przemocą nie wynosi. Wszystko pod płaszczykiem dobra malca.
Imiona bohaterów zostały zmienione. (pc)