Ojciec i syn na szlaku zagłady

Marek i Bartosz Ułanowski, ojciec i syn, w nietypowy sposób oddali hołd pomordowanym więźniom obozu zagłady w Sobiborze

Bartosz i Marek Ułanowscy w siedem godzin przeszli 42 km trasę wzdłuż szlaku kolejowego Chełm – Włodawa, którą 73 lata wcześniej, w bydlęcych wagonach, pokonywali więźniowie obozu zagłady w Sobiborze. Ojciec i syn ze Strupina w ten sposób uczcili pamięć blisko ćwierć miliona pomordowanych tam ludzi oraz rocznicę wybuchu powstania w getcie.

Mieszkańcy Strupina pod Chełmem – Bartosz Ułanowski i jego tata, Marek – od lat urządzają wędrówki po okolicznych wioskach, podziwiając zabytki, stare kapliczki i popadające w ruinę budynki. Historia regionu ich fascynuje. Niezwykłe widoki uwieczniają na fotografiach. Bartosz prowadzi blog, w którym niezwykle obrazowo opisuje doznania, towarzyszące mu przy każdej wyprawie. Blog cieszy się ogromnym powodzeniem. Olbrzymią ilość odsłon odnotowała jego ostatnia relacja z wyprawy z ojcem, zorganizowana dla uczczenia rocznicy powstania w niemieckim obozie zagłady w Sobiborze, które wybuchło 14 października 1943 r. Ojciec z synem na piechotę pokonali 42 km trasę wzdłuż szlaku kolejowego Chełm – Włodawa. W ten sposób oddali hołd tym, którzy 73 lata temu tę samą trasę pokonywali w bydlęcych wagonach a następnie trafiali do komór gazowych.
– 15 października, 73 lata temu, mój świętej pamięci dziadek Władysław wracał do domu nieopodal miejscowości Sawin – pisze na swoim blogu Bartosz Ułanowski ze Strupina. – Idąc przez pola usłyszał w krzakach jęk – poszukawszy chwilę znalazł w nich rannego Żyda, więźnia obozu w Sobiborze, jednego z wielu, którzy dzień wcześniej wszczęli powstanie i uciekli z miejsca zagłady. Dziadek obiecał wrócić wieczorem, gdy się ściemni. Nieopodal pól pilnował Ukrainiec. Spytał dziadka czego szukał. Ten niewzruszony odparł, że niczego i wraca do domu. Został przepuszczony. Wieczorem pod dom podjechał samochód – słychać było ukraińskie głosy, gniewne i wściekłe. Dziadek chyłkiem wymknął się oknem – po chwili rozległa się seria z peemu, a potem jeszcze jedna. Przeorały ścianę tam, gdzie przed minutą Władysław zbierał się do wyjścia. Żyda na polach już nie było. Ukraińcy także nie wrócili. 73 lata później wiemy, że było to powstanie, jakie w hitlerowskich obozach zagłady było ewidentnym ewenementem…
Trasę 42 km Ułanowscy pokonali w siedem i pół godziny. Mimo, że doskwierało im zmęczenie i zakwasy, czuli wielką satysfakcję.
– Czym są moje zakwasy w porównaniu z tym bydlęcym wagonem i podróżą po śmierć w upale lub nieznośnym zimnie, gdzie wszystkie potrzeby załatwia się na podłogę? – pyta Bartosz. – Nie był to trudny szlak, ale od rana nie do końca dopisywała nam pogoda, a podłoże z tłucznia, porośnięte zielskiem nie zawsze daje się łatwo pokonać. Powstanie w Sobiborze zostało konkretnie zaplanowane i wykonane. To Aleksandrowi „Saszy” Peczerskiemu, sowieckiemu Żydowi, żołnierzowi w stopniu porucznika, powstanie zawdzięcza powodzenie. Peczerski to symbol zwycięstwa nad katem, wyzwolenia się z roli ofiary, uświadomienia ludziom bezceremonialnego szaleństwa wojny. Warto było podjąć dla uczczenia jego pamięci jakiś wysiłek. Zwykłe odwiedziny nas nie interesowały, chcieliśmy to okrasić zmęczeniem i wysiłkiem. W Sobiborze zgładzono – według różnych rachunków od 190 nawet do 250 tysięcy ludzi. Ćwierć miliona ludzi pogrzebał las… Przebyliśmy tę drogę, aby uczcić pamięć tych, którzy w obliczu śmierci, zdecydowali się powiedzieć „nie” i walczyć nie tyle o życie, bo na śmierć byli gotowi tak czy inaczej, ile o człowieczeństwo… Postawiliśmy dwa znicze, podjęliśmy jakiś wysiłek, by po prostu nie było to bezpłciowe i miałkie, ale uświadamiało trudność i dawało miejsce do przemyśleń. Dało nam całe siedem i pół godziny. Niektórym z uciekinierów dało całe życie. (opr. mo)

Żydowscy więźniowie getta w Sobiborze latem 1943 r. zaczęli planować powstanie. Zdawali sobie już sprawę, jaki czeka ich los. Ze względów bezpieczeństwa o planach buntu wiedziało niewiele osób. Utrudnieniem był brak wyszkolenia więźniów. Plany powstania stały się realne, gdy do obozu trafił Aleksander (Sasza) Peczerski. Stał się jednym ze współorganizatorów i przywódcą powstania. Według danych w trakcie powstania na terenie obozu przebywało co najmniej pięciuset Żydów, z czego zginęło co najmniej czterdziestu więźniów,
a około trzystu udało się uciec. W pościgu Niemcy schwytali wielu Żydów. Zostali oni rozstrzelani, podobnie jak ci, którzy pozostali na terenie obozu. Spośród byłych więźniów obozu zagłady w Sobiborze wojnę przeżyły co najmniej 62 osoby.