Okrutna małżeńska zbrodnia

Straszną śmierć zgotowała swojemu mężowi Ewa P. (56 l.). Zgwałciła go kijem zakończonym śrubą, a potem drugi raz – butelką, rozrywając mu wnętrzności. Ofiara konała kilkanaście godzin w potwornych męczarniach. Okrutna morderczyni właśnie usłyszała wyrok.


Sądowy proces toczy się ponownie. Wcześniejszy wyrok, 11 lat więzienia, został uchylony. Teraz oskarżona kobieta została skazana na 14 lat pobytu za kratkami.
Do wstrząsającej zbrodni doszło dwa lata temu w Piotrowicach koło Lublina. Małżeństwo P. przez lata pracowało w Stanach Zjednoczonych. Tam osiedliły się także ich dzieci. Kilka lat temu Ewa i Wiesław (56 l.) postanowili wrócić na stałe w ojczyste strony. Najpierw, w 2009 r., przyjechała kobieta, a trzy lata później dołączył do niej jej mąż.
W kraju nie znaleźli pracy, a nawet nie próbowali za bardzo jej szukać. Utrzymywali się z tego, co zdołali odłożyć w Ameryce. Nadmiar wolnego czasu odmienił związek pary. Coraz częściej zaczęli zaglądać do kieliszków oraz się kłócić. – To ona prowokowała większość nieporozumień. Miała krzykliwą naturę. Wiesiek był cichy, spokojny i bardzo uległy wobec agresywnej żony – mówili mieszkańcy.
Ewa P. postanowiła pozbyć się męża i to w najbardziej makabryczny sposób. Najpierw upiła go, a potem związała taśmą samoprzylepną. Kiedy ofiara nie mogła się ruszyć, kobieta zaczęła ją bić po całym ciele, a potem zgwałciła, używając do tego złamanego kija od szczotki zakończonego śrubą, a także butelki po winie. Morderczyni zadała głębokie rany, rozrywając wnętrzności męża i powodując masywny krwotok. Wiesław P. konał wiele godzin, wyjąc z potwornego bólu. Sprawczyni nic sobie z tego nie robiła. Dopiero po dwóch dniach, kiedy mąż już nie dawał oznak życia, zadzwoniła po pogotowie. Na ratunek było za późno. Mężczyzna nie żył.
Ewa P. została aresztowana. Podczas przesłuchania nie była zbyt rozmowna. – Niedobry był – stwierdziła lakonicznie, wyjaśniając powód zabójstwa.
Proces toczył się za zamkniętymi drzwiami. Obecny wyrok był praktycznie zgodny z oczekiwaniami prokuratury, która domagała się 15 lat. LL