Opozycja dopięła swego

Stało się. Opozycja wójt Kowalik, nie zważając na nic i na nikogo, przeforsowała projekt zakładający, że od 1 września gimnazjum i szkoła podstawowa w Hannie przejdą pod jurysdykcję samorządu. Dla gminy oznacza to wielki krok w tył i zatrzymanie wielu inwestycji i remontu kościoła. Zyska zaś jedynie garstka nauczycieli, a koszt „widzimisię” kilkorga radnych spłacać będą zwykli mieszkańcy.

Choć w Hannie niewielu wierzyło, że po niedawnym bojkocie sesji nadzwyczajnej przez radnych opozycyjnych ci ostatni odważą się powrócić do tematu reaktywacji szkół samorządowych, to na ostatnią sesję (28 lutego) i tak stawiło się kilkudziesięciu przeciwników tego projektu. Okazało się, że „wyczuli pismo nosem”, bo już na początku obrad do porządku wniesiono projekt przywrócenia gimnazjum i podstawówki w Hannie pod Urząd Gminy. W czasie trzygodzinnej dyskusji nerwy i hamulce puściły chyba wszystkim. Były krzyki, oskarżenia, a nawet łzy. Opozycja była jednak głucha na argumenty i swoich kolegów, i mieszkańców, a już tym bardziej urzędników z wójt Grażyną Kowalik na czele. Nic nie dało też tłumaczenie Marka Czarneckiego, prezesa „Akademii Umiejętności”, która obecnie prowadzi rzeczone szkoły, że gmina swoją decyzją naraża się na sprawy sądowe, które fundacja im wytoczy. Podatnego gruntu nie znalazła też propozycja wójt, by to nauczyciele wzięli sprawy w swoje ręce i sami założyli szkołę stowarzyszeniową. – Stwórzmy dwie podstawówki w Hannie, niech konkurują miedzy sobą o uczniów. Z chęcią oddam im jeden budynek, a orlik i hala gimnastyczna byłyby wspólne – mówiła Kowalik.
Co ciekawe, na sesję nie przyszli najbardziej zainteresowani ludzie, czyli nauczyciele z hańskich szkół. Byli za to ich koledzy z Dołhobród, Holeszowa czy Zaświatycz, którym grozi całkowite bezrobocie, bo gminy po 1 września nie będzie stać na utrzymywanie czterech szkół podstawowych. Krystyna Marciniak, dyrektor szkoły w Dołhobrodach, nie mogła powstrzymać łez, widząc, jak jej argumenty o odstąpieniu od uchwały trafiają w próżnię. W głosowaniu, stosunkiem głosów 7 do 6, uchwała została przyjęta. Od głosu wstrzymał się Czesław Wygiera. I nic nie dały też tłumaczenia wójt i opinia prawnika, według którego projekt uchwały miał błędy formalno-prawne i rada w ogóle nie powinna go głosować. – Z ustawy o samorządzie lokalnym jasno wynika, że radni, którzy mają interes prawny w przyjęciu uchwały nie powinni brać udziału w głosowaniu nad nią – mówi wójt, Grażyna Kowalik. – A zarówno pani Katarzyna Walczuk, Marianna Jakubiuk, jak i Danuta Kononiuk odniosłyby korzyść, gdyby uchwała weszła w życie. Mając tak mocne argumenty, zaskarżymy ten bubel prawny do służb wojewody – tłumaczy Kowalik.
Ożywiona dyskusja toczyła się również wokół wniosku Grzegorza Ostrowskiego, który chciał, by posiedzenia RG odbywały się o godz. 15. W odpowiedzi wójt stwierdziła, że na takie sesje nie będą przychodzić pracownicy urzędu, bo oni – w przeciwieństwie do radnych – nie dostają diety za udział w sesjach. (bm)