Oskarżony na wszelki wypadek?

Czy prokuratura oskarżyła właściwego człowieka w głośnej sprawie napadu na kantor przy ulicy Hutniczej w Chełmie? Badania śladów DNA pobranych na miejscu przestępstwa wykluczyły, by pochodziły one od oskarżonego chełmianina Doriana J. Chyba sami śledczy nie są pewni swoich ustaleń, bo mimo tak poważnych zarzutów i grożącej chełmianinowi kary 12 lat więzienia nie wystąpili o jego areszt i mężczyzna będzie odpowiadał z wolnej stopy.

Do napadu na kantor przy ul. Hutniczej doszło 4 sierpnia ubiegłego roku. Sprawca wtargnął do środka, sterroryzował kasjerkę przedmiotem przypominającym pistolet, skrępował taśmą, zakneblował, skradł ok. 45 tysięcy złotych i uciekł rowerem. Napad co prawda nagrała znajdująca się w pomieszczeniu kamera monitoringu, ale napastnika trudno było zidentyfikować – jego twarz zasłaniała czapka z daszkiem i ciemne okulary. Niespełna tydzień później dochodzeniowcy jako podejrzanego o dokonanie napadu wytypowali 30-letniego chełmianina Doriana J., który widniał już w policyjnych kartotekach za posiadanie marihuany.

Mężczyzna został zatrzymany. – Jak na początku usłyszałem od jednego z policjantów, że obrabowałem kantor to wybuchnąłem śmiechem – mówi J. – Mina zrzedła mi dopiero, gdy jeden z kryminalnych oznajmił, że zostałem rozpoznany przez kasjerkę kantoru. Okazanie pokrzywdzonej, odbyło się wśród trójki zupełnie niepodobnych do mnie statystów, wskazała na mnie mówiąc, że jest pewna na 80-90 proc. Na szczęście szybko zrobiono badania DNA, które wykazały, że to nie ja i mnie puścili.

Były również inne wątpliwości – sprawca wedle zeznań pokrzywdzonej mówił do niej po ukraińsku i był raczej niższy niż zatrzymany chełmianin, który ma ponad 190 cm wzrostu. Oskarżony mógł mieć też problem z poruszaniem się rowerem, bo kiedyś uległ wypadkowi i ma w nodze metalową płytkę przymocowaną kilkunastoma śrubami.

– Dostałem dozór i zakaz opuszczania kraju, ale byłem przekonany, że to tak na wszelki wypadek i zbytnio nie zaprzątałem sobie sprawą głowy. Nawet nie chodziłem meldować się na komendę, bo policjanci po tych badaniach sami powiedzieli, że nie wierzą w moją winę. Uprzedzili mnie jedynie, że mogę mieć problemy za stary nabój, który znaleziono w moim domu po zatrzymaniu. Stał na widoku, na półce.

Wolny jak ptak

W grudniu ub.r. podejrzany wystąpił do prokuratury o uchylenie dozoru i zakazu opuszczania kraju motywując go m.in. tym, że dużo podróżuje w celach zarobkowych. Prokuratura przychyliła się do jego wniosku. W styczniu b.r. zostały uchylone wszystkie środki zapobiegawcze. Trzydziestolatek był przekonany, że to oznacza, że również zarzuty o dokonanie napadu na kantor zostaną wobec niego wycofane. – W kwietniu dostałem jednak informację, że zostanę oskarżony i wezwano mnie do prokuratury na zapoznanie się z aktami. Poprosiłem o przesunięcie terminu, bo miałem zaplanowany wyjazd do Szwecji i pani prokurator się zgodziła – opowiada Dorian J. – Pomyślałem, że jak tak to pewnie chodzi tylko o ten nabój, bo chyba oskarżonemu o napad nie pozwolono by swobodnie podróżować. Przecież mógłby uciec za granicę.

Chełmianin oskarżony jednak został o dokonanie napadu rabunkowego i o nielegalne posiadanie naboju. Miało zdecydować o tym badanie porównawcze zarejestrowanego przez kamerę wystającego spod czapki ucha sprawcy i ucha Doriana. Biegły uznał, że należą do tej samej osoby. Dlaczego mimo oskarżenia o tak ciężkie przestępstwo, zagrożone karą 12 lat więzienia, Dorian J. nadal nie został aresztowany?

– Środki zapobiegawcze stosuje się w ramach potrzeb. Materiał dowodowy postępowania jest zabezpieczony i nie było powodu stosować tymczasowego aresztowania. Do tej pory podejrzany stawiał się na wezwania i nie zakłócał toku śledztwa. Jeśli będzie utrudniał postępowanie, to sąd może zdecydować o zastosowaniu środków zapobiegawczych – mówi prokurator Lech Wieczerza, szef Prokuratury Rejonowej w Chełmie, który nie chce komentować dlaczego zdecydowano się oskarżyć Doriana J. skoro tak ważny dowód jak badania DNA nie potwierdziły, że to on jest sprawcą.

– Dla mnie to jest jedno wielkie nieporozumienie. Ten biegły co stwierdził, że to moje ucho, zauważył również u sprawcy bliznę lub znamię na prawej skroni, a ja żadnych blizn na głowie nie mam – mówi Dorian J.

Chce, by jego procesowi przyglądała się Fundacja Helsińska oraz Stowarzyszenie Stop Pomówieniom, bo jak twierdzi, boi się powtórzenia przypadku Tomasza Komendy, który przesiedział za kratkami 18 lat za przestępstwo, którego nie popełnił. – Przyjęliśmy zgłoszenie od pana Doriana i na pewno dokładnie wszystko sprawdzimy, bo w sprawie faktycznie jest wiele wątpliwości i możemy mieć do czynienia z pomówieniem człowieka o czyn, którego nie popełnił – mówi Andrzej Żuromski, prezes stowarzyszenia Stop Pomówieniom. – Kiedy zaproponowałem mu poddanie się badaniu wariografem zgodził się bez wahania – dodaje.

Oskarżony chełmianin zapowiada, że w przypadku, gdy zostanie uniewinniony, wystąpi o odszkodowanie i zadośćuczynienie. – Gdy policjanci przyjechali przeszukać moje mieszkanie, to widzieli to sąsiedzi i teraz wszyscy uważają mnie za bandytę. Ale to jeszcze nic. Jak nie znaleźli u mnie niczego poza nabojem, to poszli do mojej siostry, gdzie są małe dzieci i tam też narobili zamieszania. Na tej całej sprawie cierpię ja i cała moja rodzina – przekonuje Dorian J.

Teraz z jego sprawą zmierzy się sąd, który będzie musiał zważyć zebrane przez prokuraturę dowody i rozstrzygnąć o winie oskarżonego. Sprawa właśnie wchodzi na wokandę. (sr)