Partycypacja i lekceważenie?

Przed miesiącem lubelscy radni nadali fragmentowi ulicy Bernardyńskiej imię bohaterskiego woźnego przedwojennego magistratu – Jana Gilasa. Ale niesmak pozostał. Inicjatywę obywatelską uratował prezydent Krzysztof Żuk. Wcześniej urzędnicy i radni zlekceważyli 1500 podpisów.

Na łamach „Nowego Tygodnia” wielokrotnie pisaliśmy o przedsięwzięciu mającym na celu upamiętnienie Jana Gilasa, który w trakcie bombardowania Lublina 9 września 1939 r. wyniósł z budynku magistratu bombę. Pocisk przebił strop ratusza, spadł na korytarz i nie wybuchł. Woźny zmarł tuż obok schodów ratusza, prawdopodobnie na atak serca. Sam poruszający fakt znany był od dawna dzięki fotografii Ludwika Hartwiga, przedstawiającej martwego człowieka trzymającego w objęciach pocisk, jednak osoba bohatera, poza imieniem i nazwiskiem oraz stanowiskiem służbowym, pozostawała bliżej nieznana. Również przez blisko 80 lat od tego niezwykłego wydarzenia miasto Lublin nie uhonorowało w żaden sposób bohaterskiego woźnego.

Odczytanie życiorysu

Zainspirowało to znanego lubelskiego publicystę, Janusza Malinowskiego, do poszukiwania bliższych informacji dotyczących osoby Jana Gilasa oraz podjęcia kampanii na rzecz upamiętnienia bohatera poprzez nadania jego imienia ulicy. W efekcie badań archiwów cywilnych i parafialnych poznaliśmy rodowód anonimowego dotąd bohatera oraz część jego biografii dotyczącej posiadania rodziny i dzieci, których potomkowie mieszkają w Polsce i we Francji. Dzięki odnalezieniu wnuków Jana Gilasa udało się też uzyskać jedyne zachowane zdjęcie bohatera, przedstawiające go na spacerze z synkiem na lubelskim Krakowskim Przedmieściu.

Kolejnym krokiem było utworzenie Społecznego Komitetu na rzecz ulicy Jana Gilasa, którego celem stało się nadanie jednej z lubelskich ulic imienia bohaterskiego woźnego. Komitet postulował, aby był to mały fragment ulicy Bernardyńskiej, a konkretnie jej początkowy odcinek od Krakowskiego Przedmieścia do ulicy Koziej. Powstał więc obywatelski projekt stosownej uchwały rady miasta, a członkowie komitetu i sympatycy akcji zaczęli zbierać podpisy osób popierających inicjatywę. Odzew społeczny był jednoznacznie pozytywny – lublinianie chętnie składali podpisy poparcia. Dzięki publikacjom w Internecie inicjatywa stała się też znana w kraju i za granicą, a wielu byłych mieszkańców Lublina i sympatyków naszego miasta wyrażało rozczarowanie, że nie są uprawnieni do formalnego poparcia projektu.

Konserwator kontra 1500 podpisów

Zebrawszy blisko półtora tysiąca podpisów, 2 czerwca ub. roku członkowie społecznego komitetu złożyli w ratuszu projekt uchwały Rady Miasta Lublin. Dotyczył on zmiany nazwy ulicy Przechodniej na ulicę Jana Gilasa, ponieważ w międzyczasie Rada Dzielnicy Śródmieście, która zobowiązana jest ustawowo do opiniowania tego rodzaju inicjatyw, zasugerowała komitetowi takie właśnie rozwiązanie. Rada dzielnicy nie zdążyła jednak podjąć formalnej uchwały w tej sprawie, toteż podczas sesji Rady Miasta Lublin w dniu 26 czerwca ub. roku przełożono rozpatrzenie punktu porządku obrad na kolejną sesję, której termin wyznaczony był na 7 września, tj. na dzień urodzin Jana Gilasa (ur. w 1901 r.)

Ponieważ żadnych merytorycznych zastrzeżeń podczas sesji 26 czerwca ub. r. radni nie zgłosili, członkowie społecznego komitetu byli przekonani, że w rocznicę urodzin Jana Gilasa 7 września 2017 r. skromny woźny magistracki zostanie uhonorowany przyznaniem mu patronatu ulicy w pobliżu ratusza, gdzie dokonał swego bohaterskiego czynu, który przypłacił życiem.

Nieoczekiwanie, w przeddzień sesji, wyznaczonej na 7 września, nastąpił nagły zwrot. Miejski Konserwator Zabytków stwierdził, że nazwa ulicy Przechodnia ma tradycję sięgającą XVII wieku (choć skądinąd wiadomo, że do XIX wieku ulice w Lublinie nie miały oficjalnych nazw). Na skutek jego interwencji, a także negatywnego stanowiska paru członków Zespołu do spraw Nazewnictwa Ulic i Placów Publicznych w Mieście Lublin, radni, stosunkiem głosów 15:7, odrzucili obywatelski projekt uchwały w sprawie nadania ulicy Przechodniej imienia Jana Gilasa. Na szczęście obecny na sesji prezydent miasta Krzysztof Żuk oświadczył, że – jego zdaniem – Jan Gilas bezwzględnie zasługuje na ulicę swego imienia i sprawa ta zostanie sfinalizowana w innym trybie.

Wymyślony bohater?

4 stycznia 2018 roku, podczas spotkania prezydenta Żuka z przedstawicielami społecznego komitetu, ustalono, by powrócić do koncepcji przemianowania fragmentu ulicy Bernardyńskiej na ulicę Jana Gilasa oraz że formalny projekt uchwały w tej sprawie wyjdzie z gabinetu prezydenta. Tak też się stało. Projekt prezydencki, będący w istocie powieleniem projektu obywatelskiego, został sporządzony i poddany standardowej procedurze, tj. zaopiniowaniu przez Radę Dzielnicy Śródmieście, odpowiednie komisje tematyczne Rady Miasta Lublin oraz wspomniany już zespół do spraw nazewnictwa.

I tu, rzecz przedziwna, o ile rada dzielnicy, a także komisje tematyczne rady miasta nie miały zastrzeżeń do kolejnego projektu w tej sprawie, to – powołany przez prezydenta, jako jego organ pomocniczy – zespół do spraw nazewnictwa zaopiniował negatywnie prezydencki projekt stosunkiem głosów 5:3. W zdumienie wprawia zwłaszcza postawa przewodniczącej zespołu, która kilka miesięcy wcześniej w audycji radiowej deklarowała, iż „jest całym sercem” za inicjatywą społeczną, a także złożyła własnoręczny podpis na liście poparcia projektu obywatelskiego, a na posiedzeniu zespołu powtórnie głosowała przeciwko projektowi, przyłączając się do głosów urzędniczki, byłego sekretarza miasta oraz pewnej działaczki, która wręcz uznała Jana Gilasa za wymyślonego bohatera i zarzuciła członkom społecznego komitetu chęć lansowania samych siebie.

Pomimo bulwersującego stanowiska zespołu do spraw nazewnictwa radni uszanowali prezydencki projekt i tym razem gremialnie poparli ideę nazwania uliczki w pobliżu ratusza imieniem Jana Gilasa. Płynący z tego ostatniego faktu wniosek jest w zasadzie pozytywny, ponieważ pokazuje, że – mimo politycznych podziałów – w określonych sprawach lubelscy radni potrafią zająć jednolite stanowisko.

Wypada tylko żałować, że przemawia do nich dopiero wola prezydenta miasta, natomiast społeczny projekt, poparty ponad tysiącem podpisów, gotowi są bezrefleksyjnie odrzucić pod byle pretekstem na skutek słabo umotywowanej sugestii urzędnika. Jeszcze większa szkoda, że prezydent miasta ma w swoim zespole doradczym osoby posługujące się jako argumentem swoim widzimisię oraz okazujące wręcz lekceważenie wobec inicjatywy obywatelskiej. Choć od przedstawicieli różnych lubelskich gremiów jako obywatele ciągle słyszymy zachęty do partycypacji w zarządzaniu miastem, to, jak przychodzi co do czego, okazuje się, że urzędnicy i radni mogą jednak więcej…

Joanna Dudziak