Pasja kontra przeszkody, czyli kajakiem przez Uherkę

Chełmianie Ireneusz Korkosz i Tomasz Lipiński przepłynęli kajakiem prawie 10-kilometrowy odcinek Uherki. To wyzwanie, którego inni, mniej doświadczeni podejmować nie powinni. Przeprawę utrudniały wodospadziki, mosty, powalone drzewa i… sarny, które tuż przed kajakiem przeskakiwały na drugi brzeg. Ale – jak mówią chełmianie – było warto, bo od tej strony swojego rodzinnego miasta jeszcze nie widzieli.

Ich pasją jest sport, także ten ekstremalny. Dwaj chełmianie – Ireneusz Korkosz i Tomasz Lipiński – poznali się podczas tzw. biegów OCR (to skrót, który w języku angielskim oznacza Obstacle Course Racing, czyli wyścig z przeszkodami). Ekstremalne biegi trenują głównie w Chełmie. Startują w rożnych turniejach w całym kraju, poświęconych tej coraz bardziej popularnej dyscyplinie. Ale obecnie trudno znaleźć zorganizowane wydarzenia sportowe, dlatego Ireneusz i Tomasz zamiast szukać wrażeń w odległych zakątkach Polski, znaleźli je na „własnym podwórku”.

– Tomek zaproponował, abyśmy przepłynęli Uherkę kajakiem – opowiada Ireneusz. – Uznałem, że to ciekawa propozycja, a od pomysłu do realizacji upłynął jeden dzień. Całe życie mieszkam w Chełmie, znam okolice, ale od takiej strony jeszcze ich nie widziałem. To było bardzo interesujące przeżycie.

Trasa wyniosła ponad 9 km, podczas której siedem razy trzeba było przenosić kajak. Większość wyprawy przebiegała wzdłuż trasy rowerowej od zalewu Żółtańce do parku miejskiego. Chełmianie przepływali pod mostami przy: Pstrągowie, ulicach Metalowej i Ogrodowej, w parku miejskim, PKP Chełm Główny, ul. Rejowieckiej. Chwilami było niebezpiecznie i przestrzegają laików przed tego typu wyczynami. Na 2 km przy próbie dobicia do brzegu Tomasz wpadł do wody.

– Zdarza się, że często nawet w zimie biegam przemoczony, więc nie było większego problemu, ale gdyby nie pianki pływackie i skarpety neoprenowe, buty trailowe, byłoby zagrożenie hipotermią – opowiada Tomasz. – Moja wywrotka wynikała z niebezpiecznie bliskiej odległości od „wodospadu” i gdybyśmy się przez niego przeprawiali, moglibyśmy uszkodziłby kajak i zrobić sobie krzywdę. To był ostatni moment na zatrzymanie kajaka, gdyż nurt się wzmagał. Była również druga, jeszcze groźniejsza sytuacja. Przed mostem na Rejowieckiej był jeszcze inny mostek, pod którym brzegi były kamieniste, a nurt wielki.

Nie mogliśmy uderzyć kajakiem o brzeg, a nurt już nas porwał. Również to był ostatni moment na dobicie do brzegu. Irek był na tyle, a kajak obrócił się tyłem w kierunku środka rzeki, więc musiałem go jakoś zatrzymać. Wyskoczyłem z kajaka jedną nogą i zawisłem. Mogłem zostać wciągnięty do wody i wtedy wpadlibyśmy do dużego uskoku. Tym razem jednak utrzymałem równowagę na lądzie. Gdybyśmy znali to miejsce, „przenoskę” zrobilibyśmy wcześniej.

Wyprawa trwała zaledwie półtorej godziny, ale w tym krótkim czasie sporo się wydarzyło. Tomasz i Ireneusz opowiadają jeszcze o dwóch sarnach, które zaledwie kilka metrów przed nimi, przeskoczyły przez rzekę na drugą stronę. Obaj chełmianie nie polecają jednak takiej przeprawy tym, którzy nie mają do niej odpowiedniego przygotowania.

– Czy polecamy powtarzać to innym? Niestety nie, szczególnie przeprawa przez Chełm miała niebezpieczne fragmenty – uskoki, „wodospadziki”, niskie mosty – mówi Tomasz. – Nie było łatwo ze względu na brak znajomości tych przeszkód na trasie. Trasa była więc wymagająca, bo nieznana. Warto się do tego dobrze przygotować. Ktoś ze zbyt małym przygotowaniem powinien jednak zrezygnować z takiego wyzwania. Jednak swój cel osiągnęliśmy. Chciałbym włączyć kajak do moich regularnych treningów. Obawiam się jednak, że Uherka nie pozwoli na regularne pływanie. Po tak wielkich roztopach wody było mnóstwo. Kilka dni później już o jedną czwartą mniej. Jeśli będzie okazja, to powtórzymy to na pewno.

Uherka jest popularna wśród kajakarzy, ale raczej wybierają odcinki bliższe ujścia do Bugu. Odcinek od zalewu w Żółtańcach do zalewu w Stańkowie faktycznie najeżony jest przeszkodami i wymaga doświadczenia i sporego wysiłku. Ale dla pasjonatów to żadna przeszkoda.

(mo, fot. Julia Korkosz)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here