Pierwszeństwo mają, kultury już nie

Dzień Wszystkich Świętych jak co roku uwidocznił drogowe przywary polskich kierowców. Na przycmentarnych parkingach widać było jak na dłoni popisy chamstwa, bezczelności, ale przede wszystkim lekceważenia innych użytkowników dróg.

W okresie Wszystkich Świętych głównym zadaniem policji było zapewnienie płynności i bezpieczeństwa ruchu. Jak co roku, obowiązywały zmiany w organizacji ruchu w rejonie największych nekropolii. Więcej patroli było widać już od piątku (28 października). – Policjanci w tych dniach zwracali uwagę na prędkość, z jaką poruszają się pojazdy, jazdę w zapiętych pasach bezpieczeństwa, prawidłowość przewożenia pasażerów ze szczególnym zwróceniem uwagi na przewożone dzieci, na stan techniczny pojazdów oraz trzeźwość kierujących – mówi asp. szt. Kinga Zamojska-Prystupa z KPP we Włodawie. I te działania przyniosły rezultaty, bo w długi weekend na drogach powiatu włodawskiego nie doszło do poważniejszych zdarzeń.

Najbardziej tłoczno, ale i nerwowo nie tyle na drogach, co w okolicach cmentarzy było oczywiście 1 listopada. Tego dnia jak w soczewce widać było wszystkie przywary polskich kierowców. Przy jednej z nawiększych nekropolii powiatu włodawskiego w Uhrusku (gm. Wola Uhruska) teoretycznie problemu żadnego nie powinno być, bo tuż za cmentarnym murem znajduje się nieużytek, który co roku służy za parking. Wzdłuż jego dwóch boków wiodą utwardzone drogi, więc nie powinno być najmniejszego problemu z wjechaniem i wyjechaniem.

W praktyce miejsce postojowe bardzo szybko się zapchało, bo pierwsi kierowcy pustawiali się wzdłuż drogi pozostwaiając reszcie jedynie wąski na szerokość jednego samochodu przejazd, więc kolejne osoby przyjeżdżające odwiedzić groby swoich bliskich musiały czekać na zaparkowanie w długiej kolejce, bo na wjeździe trzeba było jeździć na wahadło. Bardzo szybko doszło do kuriozalnej sytuacji, gdzie środek parkingu był wolny, a na drogach do niego wiodacych powstały długie kolejki. Sytuacji nie poprawili też kierowcy, którzy postanowili zostawić swoje auta tuż przy cmentarnym murze dodatkowo zwężając i tak wąską dróżkę.

I pół biedy, gdyby zrobili to prawidłowo, to jest zaparkowali równolegle do krawędzi. Wielu z nich wbijało się tylko przodem w wąskie przerwy między samochodami, a że tył wystaje na pół ulicy, tym się już nie przejmowali, bo przecież oni już zdążyli zaparkować. Kolejnym wielkim problemem dla polskich kierowców okazuje się jazda na tak zwany suwak i wielu z nich albo w ogóle nie wie o co chodzi. I tak gdy z dwóch stron ciagnie się sznur aut do skrętu w stronę parkingu, to oczywiście pierwszeństwo mają ci skręcający w prawo. Niektórzy z nich wpuszczali tych skręcających w lewo, ale większość odwracała głowy i nie chciała widzieć, że po drugiej stronie zjazdu korek wydłuża się coraz bardziej.

Można tu się usprawiedliwiać, że ktoś się śpieszy albo ma lepszy samochód, więc mu wolno, ale na drodze tak jak w życiu – brak kultury nie wychodzi na dobre nikomu. Zresztą, analogiczny problem występuje przy każdej imprezie organizowanej w chełmskim amfiteatrze w Kumowej Dolinie. Dlatego często ruchem kieruje tam policja, bo ci jadący od strony Lublina skręcają w prawo i rzadko wpuszczają kierowców od strony Chełma, w którym korek na lewym pasie tworzy się w takich dniach już na wysokości centrum handlowego. Pierwszeństwo mają, ale kultury raczej nie. (bm)