Pierwszy dzwonek w czasach strachu

Rozpoczęcie roku w SP nr 51 w Lublinie

W strugach deszczu, w długich kolejkach dzieci stojących przed wejściami do przedszkoli i szkół rozpoczął się nowy rok szkolny 2020/2021. Rodzice odprowadzający maluchy nie szczędzili gorzkich słów z powodu obostrzeń sanitarnych, narzuconych z powodu pandemii Covid-19. A dzieci… były generalnie zadowolone, że wreszcie mogą spotkać koleżanki i kolegów z klasy w „realu”, a nie „on-line”.


Kilkadziesiąt minut wynosił czas oczekiwania na wejście uczniów i przedszkolaków do niektórych placówek oświatowych w Lublinie i Świdniku. To było pierwsze takie rozpoczęcie roku szkolnego w historii. Rząd zdecydował, że dzieci pójdą do szkół, chociaż pandemia Covid-19 wcale nie osłabła. Rodzice mniejszych dzieci, którzy razem ze swoimi pociechami w deszczu oczekiwali przed przedszkolami i szkołami nie szczędzili słów krytyki z powodu obostrzeń sanitarnych: „granda”, „absurd”, itp. Niektórzy wycofywali się z kolejek z dziećmi, bojąc się bardziej przeziębień niż koronawirusa.

– Owszem, dzieci są bardziej odporne na Covid-19 niż dorośli, ale nie wiadomo co mogą przynieść do domów, rodzicom, dziadkom – niepokoiła się pani Agnieszka, mama uczennicy w Szkole Podstawowej nr 51 przy ul.. Berylowej. Jej obawy są uzasadnione. Już we wtorek zawieszono zajęcia w Przedszkolu nr 76 przy ul. Padarewskiego. Jak informowała Ewa Dumkiewicz-Sprawka, dyr. Wydziału Oświaty Wychowania UM w Lublinie jeden z przedszkolaków został skierowany na kwarantannę.

Uczniowie dezynfekują ręce, przedszkolakom dodatkowo mierzy się temperaturę. Dzieci i młodzież z podstawówek, liceów i techników mają obowiązek noszenia na przerwach maseczek. Różnie jest z przestrzeganiem tego zalecenia. Ale nauka przebiega normalnie. Nauczyciele mają wytyczne, żeby jak najwięcej zajęć prowadzić na świeżym powietrzu. Szkoły wykonały tytaniczną pracę, żeby dostosować się do reżimu sanitarnego. Niestety, wiele placówek wydłużyło dlatego zajęcia aż do godz. 17.

– Przeniosłem córkę do czwartej klasy do szkoły, w której kończy lekcje najpóźniej o godz. 14. Dzisiaj ma na przykład zajęcia do godz. 11:20. Ma czas na odrobienie lekcji i wieczorem na treningi i inne zajęcia pozalekcyjne. Gdyby kończyła o godz. 17, dziecko w ogóle nie mogłoby normalnie funkcjonować – mówi pan Krzysztof, tato 10-letniej Julii. Wielu rodziców tak zrobiło. LT