Pijany sługa boży

Skrajną hipokryzją wykazał się ten, który na co dzień wygłasza kazania i prawi morały ludziom. 37-letni ksiądz napił się i pojechał na przejażdżkę. Wjechał w ogrodzenie.

Do bulwersującego zdarzenia doszło we wtorek (9 sierpnia) w Izbicy. Około godziny 22, kiedy dookoła panował względny spokój i cisza, na odcinku krajowej „siedemnastki” osobowy chrysler z piskiem opon zjechał z jezdni i staranował metalowe ogrodzenie posesji przy drodze. Kierowca nie wyrobił na łuku drogi i stracił panowanie nad kierownicą. Jak się później okazało, przyczyną była nie brawura w połączeniu z nadmierną prędkością, a obecność alkoholu we krwi. Po przebadaniu delikwenta okazało się, że ma 1,4 promila.
W całym zdarzeniu najbardziej szokujący jest fakt, że nietrzeźwym kierowcą okazał się 37-letni Leszek T., ksiądz z parafii w Bychawie (pow. lubelski). Magister teologii, który w 2004 r. przyjął święcenia kapłańskie popisał się, ale… wyjątkową głupotą. Szczęściem w nieszczęściu jest to, że „dziabnięty” duszpasterz nie spowodował żadnego wypadku, w którym ucierpiałyby niewinne osoby. Amator napojów wyskokowych odpowie teraz przed sądem za prowadzenie „po kielichu” i spowodowanie kolizji. Grozi mu do dwóch lat pozbawienia wolności oraz wysoka grzywna.
Kilka dni po tym zdarzeniu ksiądz miał też trafić na dywanik do arcybiskupa. Prawdopodobnie karą ze strony Kościoła będzie jedynie nagana udzielona duchownemu. Jeśli archidiecezja uzna, że ksiądz ma problemy z piciem, to w ramach pomocy w walce z nałogiem zostanie skierowany na terapię. Oznacza to, że „na pewien czas” może on zniknąć z parafii.
Mieszkańcy Izbicy, którzy znają 37-latka, przyznają, że nie pierwszy raz kapłan zapomniał o tym, że powinien dawać innym przykład własnym zachowaniem… (pc)