PKS sprzedają z wolnej ręki

Po nieudanym kwietniowym przetargu syndyk masy upadłościowej po byłym PKS Włodawa zdecydował się na przetarg z wolnej ręki. Poprzednia cena wywoławcza wynosiła 2,9 mln zł netto. Teraz syndyk ustalił ją na 2,4 mln zł netto. Chodzi o nieruchomość we Włodawie o powierzchni 3,66 ha wraz z budynkami. Otwarcie ofert 13 czerwca.
Zamówienie z wolnej ręki jest trybem szczególnym, stosowanym w sytuacjach, gdy zastosowanie konkurencyjnego trybu postępowania nie jest możliwe. Zgodnie z art. 322 Prawo upadłościowe i naprawcze – w sytuacji, gdy przetarg albo aukcja nie doszły do skutku, albo sędzia-komisarz nie zatwierdził wyboru oferenta, sędzia komisarz wydaje postanowienie o wyznaczeniu nowego przetargu albo aukcji, albo zezwala na sprzedaż z wolnej ręki we wskazanym terminie, określając minimalną cenę oraz warunki sprzedaży. Tak też się stało w przypadku upadłego PKS Włodawa. Syndyk zwrócił się do sędziego, który wydał zgodę na sprzedaż z wolnej ręki.
Niektórzy już jednak podejrzewają, że przetarg z tzw. wolnej ręki jest robiony „pod kogoś”. Zgodnie bowiem z prawem przy tej formie sprzedaży syndyk może wybrać oferenta i pozwolić mu sprzedać majątek za cenę poniżej wartości szacunkowej. Wychodzi się bowiem wtedy z założenia, że lepiej sprzedać coś za część wartości, aniżeli nie sprzedać wcale.
Warto dodać, że na zaległe wypłaty od miesięcy czekają byli pracownicy byłego włodawskiego PKS-u. (-)