Po aferze?

Pracownicy Powiatowego Urzędu Pracy w Chełmie skontrolował dokumentację związaną z kursami WOPR na ratowników wodnych. To efekt anonimowego listu o rzekomych nieprawidłowościach podczas szkoleń. Andrzej Klaudel, szef chełmskiego WOPR, zaprzecza zarzutom, ale wśród ratowników wodnych zawrzało.

Artykuł pt. „Afera w WOPR” zamieszczony niedawno w „Nowym Tygodniu” wywołał spore emocje wśród chełmskich ratowników wodnych. Dotyczył on anonimowego listu związanego z rzekomymi nieprawidłowościami, do których miało dochodzić w trakcie szkoleń na ratowników wodnych. Pismo adresowano do Piotra Deniszczuka, starosty chełmskiego. Przekazał on tę sprawę do wyjaśnienia pracownikom Powiatowego Urzędu Pracy w Chełmie. To dzięki dofinansowaniom z chełmskiego pośredniaka organizowano kursy na ratowników wodnych, realizowane przez chełmski WOPR. W liście padło mnóstwo słów krytyki pod adresem prezesa chełmskiego WOPR.

W obszernej odpowiedzi, udzielonej redakcji „Nowego Tygodnia”, Andrzej Klaudel, szef WOPR, odpiera zarzuty. Twierdzi, że zawarte w anonimie stwierdzenie, że „większość kandydatów nie spełnia wymagań obowiązującego egzaminu ze względu na słabą technikę pływania (ok. 70 proc.)” jest bardzo krzywdzące dla chełmskich ratowników, którzy – jak mówi – zapobiegli niejednej tragedii nad wodą, o czym świadczy brak utonięć na kąpieliskach obsługiwanych przez WOPR. W liście zarzucono też Klaudelowi, że sam szkoli, egzaminuje i jest kierownikiem kursu, podczas gdy jego wykształcenie pedagogiczne jest „wątpliwe”, a sam kurs jest „farsą”. Klaudel przyznaje, że jest jedynym instruktorem ratownictwa i instruktorem motorowodnym w chełmskim WOPR, ale nie wynika to „z blokowania karier w tym zakresie”, tylko z „braku zainteresowania do podnoszenia kwalifikacji przez ratowników”. Szef chełmskiego WOPR mówi, że nikogo nie szykanował i nie upokarzał, jak napisano w anonimie.

Jest oburzony, że zarzucono mu „zmuszanie przeszkolonych do ponownego zarejestrowania się jako bezrobotni w celu wyłudzenia dofinansowania lub zatrudnianie na tzw. wolontariat, aby nie płacić ZUS i podatków”. Prezes WOPR odpowiada, że po skończonym szkoleniu zgodnie z umową z PUP ratownicy byli czy też są zatrudniani „jeżeli jest taka możliwość na 9 miesięcy lub dłużej w ramach prac interwencyjnych z możliwością uzyskania dofinansowania z PUP i nie jest to wyłudzanie dofinansowania a możliwość dofinansowania zgodnie z prawem”. Klaudel potwierdza, że WOPR zatrudnia na tzw. wolontariat.

Tłumaczy, że statut WOPR przewiduje także pracę społeczną jej członków, a na mocy uchwały zarządu rejonowego organizacji ratownicy mogą także odbywać się praktyki zawodowe na kąpieliskach. Klaudel zaprzeczył, że kogokolwiek do czegoś zmuszał. Mówi, że jeśli ktoś nie chce, to nie musi być członkiem WOPR, ale jeśli się na to decyduje, to oprócz praw powinien przyjąć na siebie też wynikające z tego obowiązki.

– Ktoś, kto napisał ten anonim, robi złą robotę całemu środowisku ratowników wodnych. Rozumiem zdrową konkurencję, ale takie opluwanie się nie służy niczemu dobremu – mówi szef chełmskiego WOPR.

Wynik kontroli zleconej chełmskiemu pośredniakowi, który dofinansował kursy na ratowników wodnych, był do przewidzenia. Regina Półkośnik z PUP w Chełmie zapewnia, że całą dokumentację ponownie dokładnie przeanalizowano i nie dopatrzono się nieprawidłowości w prowadzeniu szkoleń na ratowników wodnych.

– Monitorowaliśmy zarówno przebieg szkoleń, jak i dokumentację dotyczącą kursów – mówi Półkośnik. – Szkolenia były realizowane zgodnie z programem. WOPR posiada wpis w rejestrze instytucji szkoleniowych. Przeszkolone osoby zostały zatrudnione a to stanowi jeden z najważniejszych aspektów. Uczestnicy szkoleń wypełniali ankiety, w których oceniali przebieg kursu i były to pozytywne opinie. W naszych kompetencjach leżą tylko kwestie związane z organizacją szkoleń. Jeśli ktoś chce weryfikować prawidłowość funkcjonowania WOPR, to my nie jesteśmy od tego.

Anonim wystarczył jednak, aby wśród ratowników wodnych rozgorzała dyskusja. W ubiegłym tygodniu do naszej redakcji dotarł kolejny list w tej samej sprawie. Szkoda, że też nie jest podpisany, bo przez to dla wielu osób ma mniejszą wiarygodność. Nadawca pisze, że też przeszedł kurs na ratownika wodnego realizowany przez chełmski WOPR, a dofinansowany przez pośredniak. Znowu pojawia się podobne stwierdzenie, co poprzednio, że prezes WOPR sam szkolił i egzaminował, a „panów z komisji egzaminacyjnej nigdy nie widziałem i ich nie znam”. Ponownie pojawia się też kwestia zatrudnienia w formie wolontariatu.

– Anonim każdy może napisać, ale my nikogo nie wykorzystujemy i nie zmuszamy do tego, aby był członkiem WOPR – mówi Klaudel. – Gdy kandydat szkolony jest w ramach dotacji z urzędu pracy, ustaliliśmy, że trzy tygodnie powinien odpracować w ramach wolontariatu. (mo)