Po co śródmieściu menadżer?

O ważnej roli miejskiego menadżera mówiła Urszula Niziołek-Janiak, łódzka radna, na spotkaniu zorganizowanym przez „Gazetę Wyborczą w Lublinie”. U nas ta funkcja to jeszcze nowość i lublinianie nie do końca orientują się czemu służy.
Menedżera śródmieścia powołał przed dwoma miesiącami prezydent Lublina Krzysztof Żuk. Jednoosobowy urząd sprawuje Marek Poznański, z wykształcenia archeolog, znany głównie jako poseł Twojego Ruchu w poprzedniej kadencji sejmu.
Łódź świeci przykładem
Choć widać już pierwsze efekty pracy Poznańskiego, nadal jego funkcja budzi pytania lublinian.
– Czy trzeba było aż menedżera, by przyspieszyły proste, ale ważne zmiany? Dlaczego dopiero teraz? Czy nie powołamy innych menedżerów, np. Felina, gdzie również są potrzeby? – pytali z sali liczni społecznicy.
Poznański notował ich uwagi. – Gdybym tylko mógł, to chciałbym braki nadrobić w tydzień. Ale tak się nie da. Powstaje „Księga standardów Starego Miasta”, która wskaże opis procedur działania wewnątrz urzędu, aby mieszkańcy i właściciele firm poznali prawne umocowania lubelskiego menedżera – zapowiadał.
Radna Urszula Niziołek-Janiak przekonywała obecnych, że ta funkcja w Łodzi ewoluowała przez lata. – Menadżer ul. Piotrkowskiej (największego ciągu handlowego w Polsce, przyp. red.) był na początku osobą z organizacji pozarządowej, później jego obowiązki wykonywał prezydent. Najlepiej działa od 2015 roku, kiedy jest nim przedsiębiorca, nie urzędnik – stwierdziła. – Taki menadżer zajmuje się wspieraniem miasta w organizacji wydarzeń kulturalnych, ale i sprzątaniu po imprezach. Nastawiony jest przede wszystkim na działania komercyjne.
Radna wspominała też o innych sposobach na zatrzymanie mieszkańców i turystów w ścisłym centrum. Łódź np. wprowadziła program mieszkań na wynajem dla młodych w centrum. – Chodzi o to, by dzielnica się nie wyludniała. O miejskie lokum mogą ubiegać się studenci i absolwenci, którzy pracują.

Małe zmiany dużo znaczą

Lubelski menadżer śródmieścia podkreślał, że o charakterze centrum stanowią małe zmiany, od których zaczął swoją pracę. – Stare Miasto musi być dopieszczone. To lubelski klejnot w koronie. Dlaczego mało kto wie, gdzie znajduje się „kamień nieszczęścia” lub o tym, że Brama Krakowska jest odchylona od pionu? Trzeba znakować takie „smaczki”. Stare Miasto nie może być traktowane jako miejsce zarezerwowane tylko dla turystów – dodawał.
W rozmowach z mieszkańcami przyznał, że to małe działania są trudniejsze w wykonaniu. Zdradza też dalsze plany. – Duże projekty, jak rewitalizacja placu Litewskiego, idą „z automatu”. Planujemy z przedsiębiorcami akcję reklamową zachęcającą do częstszego wybierania się na Stare Miasto, by nie przestawało tętnić życiem we wrześniu – wtedy widać jak spada liczba odwiedzających je.
W najbliższym czasie rozpocznie on też cykl spotkań z przedsiębiorcami deptaka. Później o współpracy Poznański porozmawia ze sprzedawcami i mieszkańcami Lubartowskiej
(i ulic bocznych) oraz Zamojskiej. BACH