Po raz 87. z orłem na piersi

Jacek Kosierb (klęczy pierwszy od prawej) i jego koledzy z reprezentacji polskich pisarzy nie zaliczą meczu z Czechami do udanych

Reprezentacja Polskich Pisarzy w Piłce nożnej nie próżnuje. 24 września drużyna w składzie z Jackiem Kosierbem, świdnickim pasjonatem futbolu gościła w Raciborzu, gdzie na zaproszenie miejscowej Miejskiej i Powiatowej Biblioteki Publicznej zmierzyła się z kolegami po fachu z Czech.


– Mecz międzypaństwowy zawsze wywołuje dodatkowy dreszczyk emocji. Tak było i tym razem. Podczas Mazurka Dąbrowskiego, jak zawsze mega duma i ciary na całym ciele – opowiada Jacek Kosierb, autor m.in. klubowych monografii świdnickich klubów Avii i Świdniczanki. – Spotkanie zaczęło się fatalnie dla nas. Już w pierwszej akcji popełniliśmy „wielbłąda” w obronie i zrobiło się 0:1.

Parę minut później miałem swój „udział” przy golu wyrównującym. Po moim strzale piłkę zmierzającą do siatki ręką zatrzymał jeden z rywali, a że nie był to bramkarz, sędzia bez wahania podyktował rzut karny. Futbolówkę na „wapnie” ustawił Zbigniew Masternak i uderzeniem z „fałsza” trafił do siatki. Nasz kapitan przed zejściem na przerwę zdobył następnego gola i przed drugą częścią spotkania prowadziliśmy 2:1. Po zmianie stron wszystko nadal układało się po naszej myśli.

Tym bardziej, że wynik na 3:1 podwyższył Marcin Pawlik. Dramat rozpoczął się chwilę później… W ciągu 97 sekund straciliśmy dwie bramki. Pierwszą po kompletnej niefrasobliwości w defensywie, a drugą po „irlandzkiej” pomyłce „a la Boruc” naszego golkipera. Czesi poczuli wiatr w plecy… Wynik próbował jeszcze ratować nasz „el capitano”. Jednak, jak się okazało, nawet jego hat-trick nie dał nam tego dnia wygranej. Ba, nie dał nawet remisu, bowiem rywale jeszcze dwukrotnie trafiali do naszej bramki i zrobiło się 4:5. Rozpaczliwy atak w ostatniej akcji mógł nam przynieść powodzenie.

W narożniku pola karnego bezpardonowo (ciekawe jak to jest po czesku hiii) korkami w piszczel został zaatakowany Artur Łuka. Gwizdek sędziego i decyzja o karnym słuszna, ale rywale zaczęli protestować tak „wymownie”, że… arbiter zabrał piłkę ustawiającemu już ją Jackowi Janowiczowi i wznowił grę od… rzutu sędziowskiego. To było po prostu niewiarygodne… Chwilę potem odgwizdał koniec meczu i naszą – w moim i nie tylko moim odczuciu – niezasłużoną przegraną.

Cóż taki jest sport – bywa brutalny. W drugim meczu powalczyliśmy z oldbojami Fortuny Chomiąża (legendarne „Asy z B klasy” – warto zobaczyć ten dokument), ale tu rywale byli po prostu lepsi i wygrali zasłużenie 5:2. Na otarcie łez zaliczyłem asystę przy golu Janowicza. Drugą bramkę dla nas strzelił Masternak, dla którego było to trafienie nr 132 w 129 meczu reprezentacji „ludzi pióra”. W meczu oprócz Niego wystąpił Janowicz i Pawlik, czyli zawodnicy od początku (2012 rok) występujący w tej reprezentacji. Warto jeszcze dodać, że udany debiut w biało-czerwonych barwach zaliczył Michael Morys-Twarowski – dodaje J. Kosierb, dla którego mecz z Czechami był 87 w koszulce z Orłem na piersi. Świdniczanin zdobył dotychczas 8 bramek.

– W bieżącym roku zagramy jeszcze na turniejach w Berlinie i Zakopanem, a więc będzie okazja, aby go poprawić. Najważniejsze, że ciągle czuję głód piłki i z boiska schodzę bez kontuzji… – kończy J. Kosierb. MAG