Po wódce Grażyna wpadła w furię

Najpierw się gościli, a potem doszło do kłótni. Grażyna S. chwyciła za nóż i wbiła ostrze w plecy swojego partnera. Henryk Z. cudem uszedł z życiem. Potem nie chciał powiedzieć, kto naprawdę go zranił.


Do krwawej awantury doszło w kwietniu tego roku przy ul. Łęczyńskiej w Lublinie. Prokuratura zakończyła już śledztwo i skierowała do sądu akt oskarżenia. Grażyna S. będzie odpowiadała za usiłowanie zabójstwa. Kobieta podczas śledztwa stwierdziła, że parter, z którym była związana siedem lat, znęcał się nad nią i miał jej nawet kiedyś złamać nogę. Według niej feralnego wieczoru mężczyzna też jej groził. Samych okoliczności zranienia jednak nie pamięta.

Tuż po ataku ofiara najpierw zadzwoniła do syna. Ojciec polecił juniorowi, aby policjantom powiedział, że zranił go jakiś przypadkowy człowiek. Nie chciał by jego kobieta trafiła za kratki. Mundurowi odkryli jednak jaki był prawdziwy przebieg zdarzenia. Potem pokrzywdzony miał zeznać, że wszystko to wina alkoholu. Według niego Grażyna po nim stawała się kłótliwa i budziła się w niej agresja. – Zdychaj – miała mu powiedzieć, kiedy leżał pod stołem w kuchni z krwawiącą raną.

Oskarżonej może grozić nawet dożywocie. LL