Od początku szukali ducha

Przestępcy doprowadzili do wypadku, aby obrabować właściciela kantoru

Czy w Chełmie doszło do napadu idealnego? Tutejsza prokuratura rejonowa umorzyła postępowanie z powodu niewykrycia sprawcy. Czy oznacza to, że nigdy nie dowiemy się, kto ukradł prawie 1,4 miliona złotych właścicielowi kantoru? Śledczy z Zamościa, którzy prowadzą sprawę drugiego napadu na tego samego człowieka pod Krasnymstawem, mają pewne tropy. Czy to im uda się rozwiązać zagadkę obu skoków?


Chodzi o Adama T., mieszkańca powiatu krasnostawskiego i właściciela kantoru nieopodal przystanku busów w Chełmie. W lipcu ubiegłego roku mężczyzna zaparkował auto w odległości ok. 1,5 m od drzwi zewnętrznych punktu i wyszedł, zostawiając uruchomiony silnik, by otworzyć drzwi kantoru. W tym czasie – jak później zeznał – nieznany sprawca miał podbiec za jego plecami do samochodu, od strony pasażera, i ukraść dwie leżące na siedzeniu torby (w jednej była broń i aż 1,4 miliona złotych w różnych walutach, a w drugiej laptop), po czym pobiec na przystanek, wsiąść do jadącego do Lublina busa i odjechać.
Postępowanie w tej sprawie wszczęła Prokuratura Rejonowa w Chełmie. Od początku śledczy mieli wątpliwości, czy faktycznie doszło do napadu. Ciężko było uwierzyć w to, że z tak bliskiej odległości mężczyzna nie słyszał otwierania drzwi i nie widział przez ramię złodzieja. Mówiło się też o rozbieżności w zeznaniach i o tym, że skradziona gotówka w rzeczywistości należała do jego znajomego (kolegi z branży, z Lublina, który przekazał mężczyźnie pieniądze do wymiany w jego kantorze). Przeprowadzono nawet eksperyment na miejscu, by określić, na ile wiarygodna jest wersja T. Mężczyzna od początku jednak trwał przy swoim, okoliczny monitoring okazał się bezużyteczny, a kobiety z pobliskich punktów sprzedaży przyznały, że faktycznie tego dnia kręcił się po placu jakiś dziwny, młody mężczyzna. Po miesiącach szukania ducha, zaangażowaniu wielu sił i środków, udało się namierzyć „dziwnego” mężczyznę, który wysiadł tego dnia z busa przy ul. Ruskiej z Lublina. Po zidentyfikowaniu go i przesłuchaniu okazało się, że mężczyzna pochodzi z okolic Kielc i nie ma bladego pojęcia, czego śledczy z Chełma od niego chcą… Przy braku dowodów i jakichkolwiek innych śladów prokuratura była zmuszona umorzyć postępowanie wobec niewykrycia sprawcy przestępstwa. Z akt sprawy natomiast wyłączone zostały materiały dotyczące niewłaściwego zabezpieczenia podczas przechowywania broni przez właściciela kantoru (taki obowiązek na posiadacza broni nakłada ustawodawca). Adam T. usłyszał zarzuty z art. 263 par. 4 kk., a akt oskarżenia przeciwko niemu śledczy skierowali do sądu. Mężczyźnie grozi nawet do roku więzienia, prawdopodobnie jednak skończy się na grzywnie za doprowadzenie do utraty broni palnej. Ale czy oznacza to, że nigdy nie dowiemy się, co się stało z pieniędzmi?
Kilka miesięcy po wydarzeniach z lipca (15 listopada 2017 roku) T. jechał rankiem z żoną do kantoru. Na drodze w Łopienniku Górnym nieznani sprawcy upozorowali wypadek, wbijając się na „czołówkę” mercedesem w auto małżeństwa. Chwilę później za rozbitym samochodem zatrzymało się Renault Laguna, z którego wybiegło kilku mężczyzn. Wyciągnęli T. z samochodu, pobili, zabrali z jego samochodu torbę z pieniędzmi (około 400 tysięcy złotych), wsiedli do renault i uciekli z piskiem opon. Dojechali do Łopiennika Nadrzecznego, tam porzucili auto i rozdzielili się, uciekając dalej kolejnymi samochodami. Dotkliwie pobity 52-latek trafił do szpitala, a śledztwo w tej sprawie wszczęła Prokuratura Okręgowa w Zamościu.
– Bierzemy pod uwagę, że mogło chodzić o porachunki. W pierwszej kolejności musimy jednak ustalić sprawców napadu na drodze w Łopienniku Górnym – mówił wówczas prokurator Bartosz Wójcik, rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Zamościu.
Ponad miesiąc temu w Zamościu zatrzymano Gruzina i Rosjanina, sprawców napadu na zamojski kantor. Choć zachodziło podejrzenie, że zorganizowana grupa może stać za wszystkimi skokami, śledczy wykluczyli tę wersję. Wariant porachunków pozostał.
Prokuratura zamojska nie chce udzielać informacji na temat postępów w śledztwie. Nieoficjalnie jednak wiadomo, że działania operacyjne odnoszą efekty, a śledczy mają już tropy, które mogą doprowadzić ich do potencjalnych sprawców napadu w Łopienniku Górnym. Liczą, że po zatrzymaniu ich, tamci zaczną „śpiewać” i po nitce do kłębka uda się rozwiązać obie zagadki. (pc)