Podatki są zdrowe?

Jako jedni z pierwszych w Polsce poinformowaliśmy, że istnieje projekt wprowadzenia w Polsce tak zwanego podatku cukrowego.

Równie trafnie zauważyliśmy wówczas, że zawsze, kiedy tylko rząd chce czegoś zabronić, coś nakazać, a w każdym przypadku ściągnąć z ludzi dodatkowe pieniądze, zawsze pojawia się jakieś środowisko, usłużna grupa ekspercka, w każdym razie ktoś dostatecznie nawiedzony, by krzyknąć: „Och, wspaniale, popieramy całym sercem!”. No i nie trzeba było długo czekać. Do popieranie drenażu kieszeni Polaków (zwłaszcza tych gorzej zarabiających), ochotniczo zgłosił się Lubelski Związek Lekarzy Rodzinnych-Pracodawców.

Lubisz? To dopłać do urzędnika

Według rekordowo krótkiego harmonogramu prac nad nowym podatkiem, prawdopodobnie już od kwietnia będzie on odprowadzany od każdego litra napoju dosładzanego w wymiarze ok. 0,70 – 1 zł. Klienci zapłacą drożej m.in. za „napoje z dodatkiem monosacharydów, disacharydów, oligosacharydów, środków spożywczych zawierających te substancje oraz substancje słodzące (o których mowa w rozporządzeniu Parlamentu Europejskiego i Rady nr 1333/2008), kofeiny, guarany lub tauryny”.

Chodzi więc nie tylko o różnego typu napoje dla dzieci, ale również popularne energetyki. I słusznie – skoro są popularne, to przecież ich miłośnicy wydadzą przecież chętnie te parę groszy więcej na załatanie dziury w budżecie Narodowego Funduszu Zdrowia! A że to NFZ płaci lekarzom, nic więc dziwnego, że i oni są zainteresowani całą operacją, naiwnie widać wierząc, że coś im skapnie, a nie zostanie przejedzone przez urzędników, niczym wagon słodkich batonów…

Podatek cukrowy uderzy w najuboższych

Na razie jednak lubelscy lekarze zrzeszeni w LZLRP wykazują pełen „propodatkowy” entuzjazm: „Szeroka dostępność wysokokalorycznych i dosładzanych produktów o atrakcyjnym wyglądzie i smaku przyciąga zarówno dorosłych jak i dzieci. Dodatkowo szeroki dostęp do reklamy stymuluje potrzeby zakupowe u konsumentów. Efektem tego jak nadmiar spożywanych kalorii pochodzących z węglowodanów. Stały nadmiar węglowodanów powoduje zmiany w funkcjonowaniu organizmu, w efekcie których pojawia się m.in. otyłość” – uraczył nas szacowny Związek oczywistościami z podręcznika dla studentów medycyny, nie omieszkując jednak dodać: „Nie możemy bezczynnie czekać, aż sytuacja wymknie się spod kontroli i system ochrony zdrowia nie będzie w stanie zabezpieczyć świadczeń zdrowotnych spowodowanych otyłością i jej następstwami, dlatego podejmujemy działania edukacyjne podczas wizyt w gabinecie lekarskim.

Jednak te działania nie są w stanie, w krótkim czasie, przynieść zmiany nawyków zakupowych i żywieniowych. Tu potrzebna jest interwencja państwa. Z nadzieją przyjmujemy projekt ustawy związany z promocją prozdrowotnych wyborów konsumentów”. Tak eufemistycznie panie i panowie medycy, plasujący się w czołówce najlepiej opłacanych zawodów w Polsce, nazywają nowy podatek konsumpcyjny, szczególnie dotkliwy dla uboższych rodzin, zwłaszcza wielodzietnych, w których budżetach domowych jedzenie (w tym i słodycze) stanowią szczególnie wysoki procent.

Stanowisko Związku jest bezimiennie sygnowane przez Zarząd Organizacji. Nikt widać nie znalazł dość odwagi, by własnym nazwiskiem podpisać pochwałę bezczelnego sięgania do kieszeni obywateli ku radości wyłącznie biurokratów NFZ. Naiwni doktrynerzy popierają, płacić będziemy wszyscy. TAK