Pogubili się na grzybach

Wybierając się na grzyby, trzeba pamiętać o kilku bardzo ważnych zasadach – nie zapuszczać się w nieznany teren, oceniać swoje siły na zamiary, zabierać ze sobą telefon. Niestety, o dwóch pierwszych zapomniały trzy osoby, które zabłądziły w lasach włodawskich. Dwie akcje poszukiwawcze trzeba było zorganizować w piątek (15 września). Na szczęście obie skończyły się odnalezieniem zagubionych grzybiarzy.


Najpierw, około godziny 9.20, w lesie koło Suchawy (gm. Wyryki) zgubił się mieszkaniec Świdnika. Mężczyzna wybrał się na grzyby m.in. ze swoim synem. Gdy się zmęczył, stwierdził, że wraca do samochodu. Niestety, nie dotarł do niego. Zadzwonił do syna i powiedział, że nie może znaleźć drogi. Ten od razu powiadomił włodawskich policjantów. – Mundurowi natychmiast zorganizowali i podjęli akcję poszukiwawczą, w której oprócz policjantów uczestniczyli strażacy Ochotniczej Straży Pożarnej z Włodawy, Wyryk i Zahajek oraz pracownicy Lasów Państwowych – łącznie ponad trzydzieści osób – mówi Elwira Tadyniewicz z KPP we Włodawie. – Przeczesywano kolejne sektory lasu rozpoczynając od miejsca, w którym ostatnio był widziany zaginiony, sprawdzano drogi leśne oraz rozpytywano mieszkańców. Kilka godzin po zgłoszeniu, policjanci zauważyli na skraju lasu zaginionego mężczyznę w obecności innego grzybiarza, który wcześniej został powiadomiony o prowadzonych poszukiwaniach. Mężczyzna był w dobrym stanie, nie potrzebował interwencji medycznej – wyjaśnia pani rzecznik.
Tego samego dnia, około godz. 17, do włodawskiej komendy zadzwoniła para z Chełma, która także na grzybobraniu zabłądziła w okolicach Adamek (gm. Włodawa). – Pomocnik dyżurnego, który odebrał to zgłoszenie, nie tylko ich uspokoił, ale też uzyskał dokładne informacje na temat ich miejsca przebywania. Okazało się, że zagubieni znajdują się w pobliżu drogi pożarowej, której dane policjant szybko ustalił. Następnie polecił, żeby grzybiarze nigdzie nie odchodzili, tylko czekali na pomoc. Dzięki jego profesjonalnej reakcji zagubieni szybko zostali odnalezieni i przewiezieni do miejscowości, z której wyruszyli na wyprawę – dodaje Tadyniewicz. (bm)