Policjanci oddali osocze, aby ratować chorych

Lubelscy policjanci, którzy przechorowali COVID-19 i wyzdrowieli teraz pomagają innym. Są dawcami osocza, wspomagającego leczenie pacjentów, u których infekcja ma ciężki przebieg.


Nową terapię stosuje od niedawna Klinika Chorób Zakaźnych SPSK nr 1 w Lublinie. Osocze od ozdrowieńców jest podawane niektórym zakażonym pacjentom. Zawiera przeciwciała, które neutralizują i niszczą COVID-19. Choć nie ma jeszcze dokładnych badań, metoda wydaje się bardzo obiecująca.

Jednym z pierwszych dawców, który odpowiedział na apel Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa, jest sierż. sztab. Waldemar Badurowicz z III komisariatu w Lublinie. Mundur nosi od 12 lat, jest policjantem Zespołu Patrolowo-Interwencyjnego. Jak sam mówi miał szczęście, ponieważ przeszedł chorobę bardzo łagodnie. Pojawił się lekki ból mięśni, kaszel, płytszy oddech, ale objawy te nie były uciążliwe. Gorzej było z samotnością, która mu doskwierała, gdy przebywał w trakcie choroby w izolatorium w Lublinie.

– Były oczywiście telefony od rodziny, znajomych, kolegów z pracy. Było też wsparcie ze strony przełożonych. Lubię ludzi i kontakt z nimi, mam to na co dzień podczas każdej służby. Tego mi po prostu brakowało – przyznaje pan Waldemar.

Policjant opuścił izolatorium jeszcze przed świętami. W ubiegłym tygodniu, po wykonaniu wszystkich dodatkowych badań, oddał osocze.

– To nie jest żaden nadzwyczajny wyczyn, to naturalna sprawa. Jeśli można pomóc, to nie ma się nad czym zastanawiać – mówi skromnie.

Sierż. sztab Waldemar Badurowicz wrócił do normalnego stylu życia, zaczął znów uprawiać sport i dbać o swoją kondycję. Po konsultacji z lekarzem rodzinnym wykonuje ćwiczenia oddechowe, by wspomóc wydolność płuc. Policjant wrócił już do służby z czego bardzo się cieszy.

W jego ślady poszli dwaj inni policjanci, którzy wyzdrowieli z COVID-19. St. post. Piotr Girzyński oraz Kamil Truś także w ubiegłym tygodniu pojawili się w Stacji Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa w Lublinie by oddać osocze. O samej możliwości wsparcia leczenia dowiedzieli się od lekarzy. Sami już pokonali chorobę, jak mówią mieli dużo szczęścia, ponieważ przeszli ją praktycznie bezobjawowo. LL