Policjantka oskarżona o oszustwo

Przed Sądem Rejonowym w Chełmie toczy się proces przeciwko Edycie B., policjantce z wydziału patrolowo-interwencyjnego i żonie naczelnika Zakładu Karnego w Chełmie. Oskarżona miała poświadczać nieprawdę i podrabiać dokumenty. Wprowadzając w błąd pracownika komendy, wzbogaciła się o ponad 6 tysięcy złotych. Świadków w sprawie nie brakuje, zeznania złożył nawet ksiądz.

Szok. Ta, która na co dzień ma chronić bezpieczeństwa mieszkańców i zatrzymywać przestępców, sama nie jest bez skazy. Postępowanie wewnętrzne w komendzie zostało umorzone i kobieta wróciła do pracy, ale przed Sądem Rejonowym w Chełmie nadal toczy się sprawa karna przeciwko policjantce z wydziału patrolowo-interwencyjnego Komendy Miejskiej Policji w Chełmie (prywatnie żonie naczelnika Zakładu Karnego w Chełmie). Jak ustaliła Prokuratura Rejonowa w Chełmie, 34-letnia st. sierż. Edyta B. przez 33 miesiące bezprawnie pobierała zwrot za dojazdy do pracy. Jest oskarżona o wprowadzenie w błąd pracownika komendy, poświadczenie nieprawdy i podrabianie dokumentów.
Pod koniec stycznia 2011 r. kobieta zameldowała się w Bukowie Wielkiej (gm. Sawin) i wystąpiła do komendy o zwrot za dojazdy do pracy. Z tego tytułu do 5 stycznia 2015 r. pobrała łącznie prawie 6200 zł. Prawdopodobnie pobierałaby zwrot dalej gdyby nie to, że w grudniu 2014 r. w komendzie ogłoszono alarm. Telefon B. nie odpowiadał, więc dwaj mundurowi pojechali po nią do domu. Jakże wielkie było ich zdziwienie, kiedy na miejscu – zamiast domu koleżanki – ujrzeli porośnięty krzakami, zaniedbany teren. Okazało się, że B. od ok. 17 lat mieszka w Chełmie (razem z mężem, córką i rodzicami), a do działki w Bukowie Wielkiej (którą jej mąż kupił w 2010 r.) nie ma nawet doprowadzonego prądu, nie wspominając o oczyszczalni, umowie na wywóz śmieci i skrzynce pocztowej… Po tym, gdy wszystko się wydało, policjantka deklarowała, że zwróci wszystkie pieniądze, ale na konto komendy nic nie wpłynęło.

Spółki CLA i PKS powiadomiły prokuraturę, że nikt o takim nazwisku nie kupował nigdy biletów miesięcznych, a w toku całego postępowania prokurator przesłuchał sporą liczbę świadków. Policjanci, którzy dojeżdżają do pracy z Sawina, zeznali, że ani razu nie widzieli na trasie chevroleta B. Obejrzano stan licznika samochodu policjantki, sprawdzono logowania jej telefonu, wezwano sąsiadów, a kierownictwo ZK w Chełmie zaprzeczyło, jakoby mąż B. kiedykolwiek skarżył się na męczące dojazdy do pracy i pobierał z tego tytuły zwrot kosztów. Policjantkę pogrążyli też sołtys wsi i proboszcz miejscowej parafii, który zeznał, że nie ma o B. żadnej adnotacji w książce zaślubin i nigdy nie był z kolędą pod wskazanym adresem w Bukowie Wielkiej.
Oskarżona na etapie postępowania przygotowawczego leczyła się psychiatrycznie. Proces był przystopowany, bo kobieta przekładała kolejne zaświadczenia od lekarzy. Ostatecznie jednak sprawa trafiła na wokandę. Na pierwszej rozprawie mundurowa, na której ciąży zarzut oszustwa i poświadczenia nieprawdy, konsekwentnie nie przyznała się do winy (w toku całego postępowania B. odmawiała składania wyjaśnień. Przyznała się jedynie do dwukrotnego podrobienia podpisu męża na zeznaniu PIT). Liczy na korzystne dla siebie rozstrzygnięcie sprawy i zapewnia, że jeśli tak się stanie – w ciągu kilku dni odda pieniądze. Prawdopodobnie jednak oskarżona policjantka nie może liczyć na warunkowe umorzenie sprawy. Grozi jej nawet do 8 lat więzienia. (pc)