Politycy poobrażani i poprzestraszani

Prokuratura bada sprawę znieważenia szefa klubu radnych Prawa i Sprawiedliwości, Tomasza Pituchy i rajców PiS podczas nadzwyczajnej sesji rady miasta, na której odrzucono wniosek CBA o wygaszenie mandatu prezydenta Krzysztofa Żuka. W międzyczasie śledczy umorzyli postępowanie w podobnej sprawie, które zgłosiła radna PO Anna Ryfka.
Przypomnijmy. W dniu sesji pod adresem radnego Pituchy na portalu społecznościowym pojawił się pełen wulgaryzmów wpis. Komentator obrażał Pituchę i jego rodzinę. Radny zapowiedział, że skieruje do prokuratury wniosek o ściganie autora i tak uczynił. Na razie prokuratura prowadzi postępowanie sprawdzające.
– Trudno powiedzieć, kiedy postępowanie zostanie zakończone. Kodeks mówi o trzech miesiącach, po których decyzję o postępowaniu podejmuje prokurator – informuje Małgorzata Samoń, szefowa Prokuratury Rejonowej Lublin-Północ. Zgłoszenie wpłynęło 21 listopada.

Prokuratura zajmuje się również innym zawiadomieniem o możliwości popełnienia przestępstwa, wniesionym kilka dni wcześniej przez cały klub radnych PiS. Obecni na sesji mieszkańcy popierający Krzysztofa Żuka przerywali wypowiedzi radnych opozycji komentarzami typu „krętacze”, „pajace”, „marionetki”. – Potwierdzamy, takie zawiadomienie do nas wpłynęło. W tym przypadku czynności sprawdzające potrwają ok. miesiąc – dodaje prok. Samoń.
W obu przypadkach śledczego badają sprawą pod kątem naruszenie artykułu 226 kodeksu karnego, czyli znieważenie funkcjonariusza publicznego podczas pełnienia obowiązków służbowych. CH

Radnej coś się przesłyszało?

Skarga do prokuratury, jaką złożyli radni Prawa i Sprawiedliwości, to nie jedyna taka sprawa w ostatnich miesiącach w lubelskim samorządzie. Przed kilkoma miesiącami wniosek o ściganie radnego PiS, Ryszarda Prusa, złożyła radna PO Anna Ryfka. Radna twierdziła, że w przerwie burzliwej sesji, kiedy dyskutowano nad lokalizacją Teatru Andersena, przechodzący obok niej radny Prus powiedział do niej: „Umrzesz”. Radna poczuła się zagrożona i powiadomiła prokuraturę. Ryszard Prus zapewniał, że nie groził radnej i nie miał takiego zamiaru, a co najwyżej mógł filozoficznie przywołać łacińską maksymę „memento mori”. Śledczy dali wiarę radnemu i umorzyli postępowanie.
– Nie odwołałam się, bo nie chciałam kontynuować tej sprawy. Niemniej nie ukrywam, że przez pewien czas po tamtej sesji bałam się. Na szczęście na tym jednym incydencie się skończyło – komentuje radna Anna Ryfka i wspomina, że nie doczekała się po tym incydencie przeprosin od radnego Prusa. Ten twierdzi, że skoro nikomu nie groził i nic takiego nie powiedział, nie widział sensu przepraszać.