Polityczne gazy po grochówce

Włodarze miasta i powiatu włodawskiego poskarżyli się, że podczas wizyty we Włodawie premiera Mateusza Morawieckiego nie zostali zaproszeni na obiad z szefem rządu i nie mieli okazji porozmawiać z nim o lokalnych problemach. Sprawa zrobiła się głośna. Odniósł się do niej nawet wojewoda Przemysław Czarnek, zamieszczając twitta, w którym to włodawskim samorządowcom zarzucił brak „staropolskiej gościnności” oraz nieudolne rządy, sugerując, że zbliżają się wybory samorządowe, więc czas na zmiany…

Wizyta (11 lutego) premiera Mateusza Morawieckiego i ministra obrony narodowej Mariusza Błaszczaka była we Włodawie wydarzeniem, które ciągle jest komentowane. Z reguły bardzo pozytywnie. Inaczej wizytę szefa rządu postrzegają włodawscy samorządowcy. Starosta Andrzej Romańczuk (PSL) wytknął jej organizatorom, że jako włodawscy samorządowcy nie mieli możliwości porozmawiania z premierem o problemach powiatu i miasta wyróżniającego się najwyższą stopą bezrobocia na Lubelszczyźnie.
– Okazją do takiej rozmowy mógłby być zamówiony przez wojewodę lubelskiego dla gości z Warszawy i samorządowców obiad w restauracji Wenus – mówi Andrzej Romańczuk, starosta włodawski. – Już po przysiędze okazało się jednak, że goście z premierem udali się na obiad do klasztoru paulinów. Z kolei ja z burmistrzem zostaliśmy poinformowani przez dowódcę 2. Lubelskiej Brygady Obrony Terytorialnej, że wspólny obiad jest już nieaktualny.
– Dowódca 2. Brygady był odpowiedzialny za część wojskową włodawskiej uroczystości – tłumaczy Damian Stanula, rzecznik brygady. – O tym, co działo się po przysiędze, decydowali pracownicy Kancelarii Rady Ministrów. Ze swojej strony dowódca zaprosił wszystkich jedynie na wojskową grochówkę.
Wojewoda lubelski oficjalnie przyznaje, że na prośbę z Kancelarii RM zamówił obiad we włodawskiej restauracji, choć sam go tam nie zjadł, gdyż poszedł na obiad razem z premierem i częścią gości do klasztoru, a pozostali goście zjedli go w restauracji.
Zastrzeżenia starosty szybko spotkały się z reakcją działaczy PiS.
– Ja nie wiem, kto jadł obiad i gdzie w niedzielę – mówi Katarzyna Wojtal, członek władz okręgu PiS z Włodawy. – Ja zjadłam, dzięki uprzejmości pani wicemarszałek Beaty Mazurek, z premierem i żołnierzami grochówkę w namiocie, zaś obiad już we własnym domu. Nie chcę komentować tego zamieszania, bo wiem, że to przesłania piękną i perfekcyjnie przygotowaną wizytę premiera M. Morawieckiego w naszym mieście. To było wydarzenie w historii Włodawy, a nie obiad – i głupie dywagacje, typu kto i czy zjadł lub nie, i gdzie.
Sprawę skomentował także radny powiatowego klubu PiS Mariusz Zańko na swoim Facebooku: – Przysięga żołnierzy WOT we Włodawie to przede wszystkim święto żołnierzy i duże wyróżnienie dla Miasta Włodawy. Niestety nie rozumieją tego jej włodarze. Jako działacze PSL i SLD wykorzystają każdy moment do gry politycznej. W momencie, kiedy Premier jadł grochówkę z żołnierzami, byli tam również Burmistrz i Starosta.
Pod koniec ubiegłego tygodnia na twitterze odniósł się do sprawy również wojewoda Czarnek. „Dla wszystkich to oczywiste, że Premier przyjechał na przysięgę i jadł grochówkę z żołnierzami, bo to przecież ich święto. Szkoda, że nie rozumieją tego samorządowcy z Włodawy, którzy na tę grochówkę przez wojsko też byli zaproszeni, ale zdaje się nie przyszli. I szkoda, że ci samorządowcy z Włodawy nie rozumieją, że 16 proc. bezrobocia to efekt ich indolencji i fatalnych rządów we Włodawie – widać czas na zmiany, a okazja już na jesieni. A poza wszystkim to dość żenująca sprzeczność ze staropolskimi obyczajami – gospodarz (burmistrz, starosta) oczekuje, że goście (premier, minister, wojewoda) zaproszą go na obiad u niego w domu. Nie powinno być odwrotnie? Trochę to wstyd dla Włodawy i powiatu” – skomentował wojewoda. (br)