Polityczny patrol śmigłowcowy

Najpierw sprawa przetargu na śmigłowce dla wojska była gwoździem do trumny dla popularności Platformy Obywatelskiej i przyczyną sukcesu PiS w tym mieście. Teraz – zdaniem obecnej opozycji – przyszedł czas na PR-owski rewanż.


Tym razem atak przeprowadził właśnie poseł PO Stanisław Żmijan, kamyczek wrzucając oczywiście do ogródka parlamentarzysty PiS, wiceministra Artura Sobonia, któremu sprawa kontrowersyjnego przetargu na śmigłowce dla wojska otworzyła drogę do Sejmu. – Na przełomie roku 2017 i 2018 w mediach branżowych pojawiła się informacja o rozpoczęciu postępowania na dostarczenie trzech jednosilnikowych śmigłowców patrolowo-obserwacyjnych dla Policji, do którego zostały dopuszczone PZL-Świdnik S.A., Bell Helicopter Textron z Fort Worth Inc. oraz HELI sp. z o.o. z Warszawy. W tzw. międzyczasie, poza wszelkimi procedurami przetargowymi, Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji prowadziło negocjacje na dostawę dwóch większych śmigłowców, również na potrzeby Policji. Informacja była skrzętnie ukrywana zarówno przed opinią publiczną, jak i przedstawicielami Komisji Administracji i Spraw Wewnętrznych. Sprawa wyszła na jaw po zamieszczeniu przez amerykańskiego producenta śmigłowców Lockheed Martin ogłoszenia o pracę dla serwisanta maszyn UH60/S70 w Polsce. Ogłoszenie zostało zdjęte ze strony producenta, ale wciąż można je odnaleźć – zaalarmował pos. Żmijan. Jego zdaniem zamieszanie związane z przeciekami na temat wybranych już ponoć helikopterów ujawnia, że PZL Świdnik zostało „potajemnie” wykluczone z udziału w postępowaniu.

Ukryty przetarg?

– Poza wszelkimi procedurami z ubiegania się o ten prestiżowy kontrakt został wyłączony PZL-Świdnik, które jak żaden inny producent ma doświadczenie w dostawach śmigłowców dla polskiej Policji. Zdecydowana większość obecnie użytkowanych maszyn (PZL Kania, PZL Sokół) została wyprodukowana w Świdniku, więc tutejsze zakłady miały niezbędne doświadczenie i kompetencje do realizacji tego kontraktu – krytykuje polityk Platformy. – W przypadku postępowania dla polskiej Policji spotykamy się z postępowaniem ukrytym przed opinią publiczną, aby wybór ostatecznego oferenta nie budził kontrowersji politycznych. W tym wszystkim nie patrzy się na realne potrzeby polskich służb, które przez najbliższe lata będą korzystać ze sprzętu, który nie zawsze będzie spełniać ich potrzeby – uważa poseł Żmijan.

„Mały zysk” ale zysk!

Zdaniem polityków PiS to burza w szklance wody, bowiem nikt niczego nie ukrywał, a i ewentualny zysk na dostawach dla Policji miałby być znacznie mniejszy, niż na tych dla wojska, a te właśnie pozostają już prawie osiągniętym priorytetem kolejnego już kierownictwa resortu obrony, więc nie ma o co robić afery. – Nie płakałabym, gdyby do polskiej Policji trafiły śmigłowce z Mielca, które do tego się nadają i rzeczywiście nie mają zbyt wiele wspólnego ze znaną nam wojskową wersją Black Hawka, a do polskiej armii – oczekiwany przez żołnierzy AW101 z PZL-Świdnik. Gdyby jeszcze do tego zdecydować się na strategiczną współpracę w modernizacji, np. SW-4 z Polską Grupą Zbrojeniową, to można byłoby uznać, że temat jest zamknięty – bagatelizuje sprawę poseł Artus Soboń, nie zaprzeczając jednak wprost, że tak czy siak kontrakt dla Policji wymknął się świdnickim zakładom z rąk. „Niewielka wartość” oznacza w tym przypadku dla PZL ok. 2 mln zł ubytku w dochodach.
Specjaliści z zakresu sprzętu lotniczego już w listopadzie ubiegłego roku po pojawieniu się pierwszych informacji o zamówieniu publicznym wskazywali, że zwłaszcza jeśli chodzi o wymagane prędkość i zasięg lotu, przetarg ewidentnie faworyzował Bell Helicopter. Po cichu zaś dodawano to samo, co dziś mówi poseł Soboń, że oby tylko na tym skończyło się dzielenie przetargami między Mielcem a Świdnikiem. Oby… TAK