Położna z literacką pasją

„Skarb Szeptuchy” dla czytelników „Nowego Tygodnia”.

Świdnik to miasto wrażliwych, zdolnych i utalentowanych ludzi. Taka jest Patrycja „Pati” Maczyńska – położna, która po godzinach oddaje się pisaniu i to z bardzo dobrym skutkiem, bo właśnie ukazała się jej trzecia książka.


„Uwielbia podróże po całym kraju, ale najchętniej zapuszcza się w tajemnicze miejsca na Roztoczu i Lubelszczyźnie, zwiedza mroczne ruiny, podziwia cuda natury, życzliwie słucha opowieści drzew, ptaków i napotkanych ludzi, którzy dzielą się z nią lokalnymi legendami i podaniami. Jej etnograficzne zacięcie, fascynacja historią i talent pisarski składają się na wartką opowieść o czasie dawno minionym – o historii naszych przodków, która wciąż ma wpływ na nasze życie” – tak w recenzji o najnowszej książce Patrycji „Pati” Maczyńskiej ze Świdnika pisze Anna Rychter, autorka powieści „Łzy nocy”.

„Skarb Szeptuchy”, bo właśnie taki nosi ona tytuł,podobnie jak dwie poprzednie książki zdolnej świdniczanki („Południca ze Świątyni Słońca” i „Klątwa Nawii”) przenosi nas w świat słowiańskich wierzeń, opuszczonych dworków, szeptuch, zabobonów i budzących niepokój artefaktów.

„Po śmierci ciotki Leokadii do domu Sjenów trafia tajemnicze pudełko. Jedyną spadkobierczynią po zmarłej jest Oriana. Czy magiczna skrzyneczka ciotki jest bezpieczna? Rodzinnej harmonii znów zagrożą pradawne demony. Wiele tajemnic, wiele zwrotów akcji, a wszystko w malowniczych, pełnych legend okolicach” – to krótkie streszczenie fabuły najnowszej książki Pati Maczyńskiej

– O tym, że ta opowieść powstanie, zdecydowałam już wtedy, kiedy pisałam „Klątwę Nawii”, czyli drugą część trylogii. Pewnych wątków po prostu nie udałoby mi się zamknąć w drugiej części. W międzyczasie zaczęłam odwiedzać też różne miejsca i uznałam, że są na tyle ciekawe, że warto byłoby o nich wspomnieć, ale nie było możliwości, żeby zrobić to w drugiej części. Kiedy „Klątwa Nawii” trafiła do wydawnictwa i pracowaliśmy nad korektą, równocześnie zaczęłam pisać trzecią część. Odbywałam podróże, rozmawiałam z ludźmi, regionalistami, którzy mają ogromną wiedzę na temat legend, podań i dawnych wierzeń. Praca nad zbieraniem materiałów zajęła mi około pół roku – opowiada Pati Maczyńska.

Drugie tyle zajęło pisanie książki. Były tygodnie, kiedy powstawała strona za stroną, a i takie, kiedy nie udało napisać się prawie nic, bo pasję do pisania Pati łączy z pracą. Z wykształcenia i zawodu jest położną. Na co dzień pracuje na oddziale onkologicznym. Lubi swoją pracę, ale nie ukrywa, że jest bardzo obciążająca, a pisanie jest dla niej odskocznią. Inspiracją do powstania „Skarbu Szeptuchy” i wcześniejszych części trylogii była legenda o południcach ze Świątyni Słońca w Nowinach Horynieckich.

– Dowiedziałam się o tym miejscu od znajomych, którzy interesowali się Roztoczem. Kiedy byłam tam pierwszy raz, to miejsce nie było w żaden sposób oznaczone; nie prowadził tam żaden szlak. Gdybym nie podejrzała w internecie, jak wygląda, pewnie minęłabym to miejsce i nie wiedziała, że tam byłam. Dziś trochę łatwej tam trafić – jest szlak i tablica informacyjna – mówi Patrycja.

Kiedy Patrycja poznała przekazy o południcach, zapragnęła opowiedzieć o niej innym. Miała wątpliwości, czy jako dyslektyczka podoła temu zadaniu, ale do napisania książki ostatecznie namówił ją syn.

– Zagrał mi trochę na ambicji. Przekonywał, że dam radę, a moja dysleksja to w dzisiejszych czasach nie problem, bo wydawnictwa mają swoich korektorów, którzy pomogą usunąć błędy i dopracować całość. No i przysiadłam i… napisałam „Południcę…”, a później już się potoczyło. Okazało się, że są inne legendy, mało znane, a równie ciekawe. To takie perełki, które niestety umierają. Starsi jeszcze o nich pamiętają; młodsi niekoniecznie chcą ich słuchać. Ja uważam, że to spuścizna; część naszej kultury i trzeba o to dbać. W „Skarbie Szeptuchy” dużo akcji dzieje się w województwie lubelskim, w tym także na terenie powiatu świdnickiego. My też mamy takie lokalne perełki, szkoda żeby odeszły w zapomnienie – mówi Pati.

Pracując nad ostatnią częścią trylogii, świdniczanka dotarła do legendy, że w Kniaziach niedaleko Lubyczy Królewskiej mógł pomieszkiwać przez jakiś czas słynny hrabia Dracula. Nie mogło też w niej zabraknąć odkrytych niedawno w okolicach Świdnika kurhanów.

– Więcej nie będę zdradzać, żeby nie psuć czytelnikom frajdy. Powiem tylko, że sięgnęłam do tej legendy i opisałam ją w książce – mówi autorka.

P. Maczyńska nie wyklucza, że kiedyś pokusi się o kontynuację przygód bohaterów cyklu lub stworzy coś w podobnych klimatach. Ale nie teraz. Nie oznacza to jednak, że robi sobie przerwę od pisania. Już pracuje nad kolejną książką. Jej tematyka będzie zupełnie inna od dotychczasowej, bo poświęcona przemocy domowej.

– To będzie fabularyzowana powieść, ale oparta na faktach. Prace są dość zaawansowane: napisałam już ponad sto stron. Drugie tyle pewnie przede mną. Tę powieść pisze samo życie. Czekam na rozwój wypadków w kilku sprawach. Zobaczymy, do czego to doprowadzi i czy będę mieć tyle odwagi, by zgłosić to do wydawnictwa. Jeszcze się waham, choć wiele osób mnie namawia, że musze to wydać, aby dodać otuchy innym. Co z tego wyjdzie, czas pokaże… – mówi P. Maczyńska. (w)

Dla naszych czytelników Patii Maczyńska przekazała cztery egzemplarze swojej najnowszej książki. Otrzymają je pierwsze cztery osoby, które w najbliższą środę, 13 czerwca, o godzinie 12.00 zadzwonią pod numer tel. 509 710 033 (Książki będą do odebrania w redakcji „Nowego Tygodnia” przy ul. Bramowej
6 w Lublinie.