Kto pomoże pomocy społecznej?

Ilu pracowników powiatowych jednostek ma pensje zasadnicze poniżej najniższej krajowej? Te informacje zbiera Powiatowe Centrum Pomocy Rodzinie w DPS-ach i domach dziecka oraz wydział edukacji w placówkach oświatowych. W końcu drgnie coś w ich płacach?

Nasz artykuł na temat zarobków w Domu Pomocy Społecznej w Nowinach wywołał ogromne poruszenie. Pisaliśmy, że ponad połowa ze 150-osobowej załogi ma zasadniczą płacę niższą niż wynosi dzisiejsza pensja minimalna. I gdyby nie dodatki stażowe czy dodatki za pracę w weekendy i święta, nie zarabialiby nawet tych minimalnych 2100 zł brutto (1520 zł na rękę). I to pomimo kilku podwyżek w ciągu ostatnich lat. Są też tacy pracownicy, którym brakuje jeszcze stażu i trzeba przyznawać im specjalny dodatek wyrównawczy, żeby pensja dobiła do 2100 brutto. Wszystko jest oczywiście w majestacie prawa, Bo rozporządzenie Rady Ministrów w sprawie wynagrodzenia pracowników samorządowych określa, że płace w poszczególnych grupach zaszeregowania wahają się od 1700 zł brutto w pierwszej do 3000 zł brutto w ostatniej, dwudziestej drugiej kategorii.
Pracownicy są rozgoryczeni swoją sytuacją. Ale okazuje się, że powody do narzekań mają nie tylko zatrudnieni w DPS w Nowinach. Podobnie, jeśli nie gorzej, jest w Chojnie Nowym i w Kaniem. Pracownicy tamtejszych DPS-ów odezwali się po naszym artykule, żaląc się na swoje zarobki.
– Dzisiaj znacznie lepiej niż my zarabiają pracownicy na kasach w dyskontach spożywczych – mówią. – Nie mówiąc o szkołach czy szpitalach, które wywalczają sobie kolejne podwyżki. Czy nasza praca jest aż tak mało istotna, że zarabiamy tak marnie?
Pracownicy wytykają też staroście, że jako cel w rządzeniu powiatem obrał jeden kierunek, czyli budowanie dróg nie widząc innych problemów.
– Boli nas zwłaszcza to, że starosta chwali się, iż nie musi dokładać do pomocy społecznej, czyli tak naprawdę chwali się, że zarabiamy marnie – mówią. – Czy to jest rzeczywiście powód do dumy? A już najbardziej przykro zrobiło nam się wtedy, kiedy dowiedzieliśmy się, że trzynastkę, której każdy z nas wypatruje jak manny z nieba, najpierw wypłacili sobie urzędnicy starosty.
Pracowników, których zasadniczej płacy daleko do minimalnej krajowej, jest w powiecie więcej. Ustaleniem tego, ilu konkretnie, zajęli się podobno w Powiatowym Centrum Pomocy Rodzinie, któremu podlega pomoc społeczna i w wydziale edukacji starostwa, który nadzoruje placówki oświatowe, bo i w nich jest podobnie. Trochę późno, ale lepiej to niż udawać, że nie ma problemu wcale.
Nieoficjalnie mówi się, że w starostwie był kalkulowany pomysł ograniczenia kosztów placówek pomocy społecznej poprzez centralizację usług wspólnych, takich jak księgowość, kadry, ale też i wspólna kuchnia, która przygotowywałaby posiłki dla wszystkich placówek. Temat w roku wyborczym na pewno nie ujrzy światła dziennego, biorąc pod uwagę, ile kontrowersji i sprzeciwów w poprzedniej kadencji wywołał podobny pomysł połączenia trzech DPS-ów. Bogumił Fura