Pomyłka kosztuje życie

Tomasz Lis, grzyboznawca z Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Lublinie

Grzyboznawcy z Sanepidu zorganizowali w ubiegłym tygodniu wystawę „Poznaj grzyby – unikniesz zatrucia”. Przy okazji przypomnieli o swoich dyżurach i bezpłatnych poradach.
Jeśli po grzybobraniu nie jesteśmy pewni, czy wszystkie znalezione grzyby są jadalne, to możemy przynosić je do Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej przy ul. 3 Maja w Lublinie.


– U nas zawsze w sezonie grzybowym jest na dyżurze grzyboznawca lub klasyfikator grzybów. Na wizytę można się też umówić indywidualnie – informuje Tomasz Lis, grzyboznawca z Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Lublinie.
Przez ostatnie tygodnie było sporo osób. – Mamy wysyp grzybów, więc grzybiarze przynoszą różne okazy – dodaje Aneta Grabek, grzyboznawca. Sprawdzenie koszyka z grzybami jest całkowicie bezpłatne. Swoje okazy do oceny w miniony wtorek, 19 września przyniosła pani Anna Tym, mieszkanka Lublina – Przyszłam tutaj z dwoma grzybkami, bo byłam zwyczajnie niepewna. Okazało się że zebrałam maślaka sitarza i muchomora, którego zostawiłam na wystawie. Uważam, że warto zawsze zapytać, bo inaczej ryzykujemy nasze zdrowie, a często i życie – wyjaśnia.

Sromotnik jak kania?

Na wystawie zestawiono grzyby jadalne z ich niejadalnymi odpowiednikami tak, by oba rodzaje można było porównać i rozwiać swoje wątpliwości. Grzybiarze najczęściej mylą się w przypadku śmiertelnie trującego muchomora sromotnikowego, który podobny jest do smacznej czubajki kani czy gołąbka. – Różnic jest dużo, bo czubajka kania ma zupełnie inny kapelusz niż muchomor sromotnikowy. U muchomora sromotnikowego jego barwa, w zależności od miejsca, w którym rósł, jest ciemnozielona, oliwkowa lub prawie biała. Dodatkowo muchomor sromotnikowy nie ma pierścienia, natomiast czubajka kania ma kapelusz brązowy, z delikatnymi łuskami i ma też ruchomy, swobodnie obracający się pierścień. Jeszcze jedną, bardzo charakterystyczną cechą muchomora sromotnikowego są resztki pochewki u podstawy. Można powiedzieć, że ten grzyb wykluwa się z takiego „jaja”. Dobrze je widać, gdy wykręcimy grzyba (nie powinno się grzybów ścinać). Większość muchomorów ma podobne cechy: pierścienie zrośnięte z trzonem i resztki pochewki u podstawy – wyjaśnia grzyboznawca Tomasz Lis.

Szybka reakcja

Wątpliwości mogą budzić też kurki podobne do lisówki pomarańczowej. Choć w tym przypadku ryzyko poważnego zatrucia jest mniejsze, to jednak należy uważać. – Lisówka jest wyraźnie delikatniejsza, ma wyczuwalne przy dotyku blaszki. Kurka natomiast ma fałdy mocno zrośnięte z kapeluszem. Jest wyraźnie masywniejsza, a jej trzon jest gruby i sztywny. Kolor oba grzyby mają bardzo podobny – dodaje Tomasz Lis. Jak radzi grzyboznawca, za bezpieczne można uważać tylko te grzyby, które dobrze znamy. – Nie można powiedzieć, że te, które mają „gąbkę” pod kapeluszem, są zupełnie bezpieczne, bo i wśród tych grzybów zdarzają się trujące. Są to grzyby niejadalne, jak np. goryczak żółciowy i są grzyby trujące, jak np. borowik szatański – przestrzega Tomasz Lis.
Warto też przy okazji obalić nadal popularne mity – grzyb trujący wcale nie musi być gorzki w smaku lub omijany przez dzikie zwierzęta. Leśne zwierzęta mają zupełnie inny układ pokarmowy niż ludzie i często żywią się grzybami dla ludzi trującymi lub niejadalnymi. By uniknąć pomyłki, warto też zaopatrzyć się w dobry atlas grzybowy, zbierać osobniki dobrze wyrośnięte i wkładać grzyby do przewiewnych koszyków z naturalnych materiałów, ponieważ przechowywanie w foliowych reklamówkach powoduje ich zaparzanie i przyspiesza psucie się nawet jadalnych okazów. Objawów zatrucia grzybami nie należy lekceważyć. Nasza reakcja powinna być w takich przypadkach błyskawiczna. – Polecam natychmiastowy kontakt z lekarzem pierwszego kontaktu bądź udanie się na pogotowie. Te pierwsze godziny są decydujące. Im szybciej usuniemy grzyba z organizmu – czy przez wywołanie wymiotów, czy płukanie żołądka – tym lepiej dla nas – dodaje Tomasz Lis.
Emilia Kalwińska