Porządki czy utrudnienia?

„Suplementy diety nie leczą ani nie zapobiegają chorobom. Są środkami spożywczymi. Mogą one mieć korzystny wpływ na zdrowie, ale też negatywnie wpływać na organizm, dlatego nie stosuj ich na chybił-trafił” – podkreśla kilkanaście organizacji i instytucji zaangażowanych w kampanię mającą uświadomić konsumentom ryzyko związane z niekontrolowanym i nadmiernym spożywaniem tzw. suplementów diety. Pojawiły się nawet plany wycofania para-farmaceutyków z aptek, by nie myliły się z prawdziwymi lekami Z kolei skrzyknięci w Krajową Radę Suplementów i Odżywek ich wytwórcy bronią się, że „ wycofanie suplementów diety z aptek to krok wstecz w odniesieniu do działań mających służyć prewencji chorób i promowaniu zdrowia”.

Suplement to nie lek…

„Na wzrok”, „na wątrobę”, „wzmacniające odporność”, „oczyszczające z toksyn” – wybór suplementów diety przyprawia niejednego konsumenta o zawrót głowy. Nie zawsze jednak warto wierzyć reklamie obiecującej poprawę samopoczucia czy spadek wagi po zażyciu suplementu. Pamiętaj: suplementy diety nie leczą ani nie zapobiegają chorobom – są środkami spożywczymi, czyli żywnością. Nie są lekami!” – alarmuje Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów wspierany m.in. przez Główny Inspektorat Farmaceutyczny, Główny Inspektorat Sanitarny, Narodowy Instytut Leków, Narodowy Instytut Zdrowia Publicznego – Państwowy Zakład Higieny, organizacje konsumenckie czy Radę Reklamy. Ta ostatnio już kilkakrotnie interweniowała, gdy kampanie promocyjne różnych produktów paramedycznych nadmiernie sugerowały odbiorcom ich lecznicze działanie.
Spór wydawał się raczej branżowy, dopóki nie wtrącił się w niego rząd. – Apteki to nie sklepy kosmetyczne! – zagrzmiał wiceminister zdrowia, Krzysztof Łanda. W jego opinii „to farmaceuci będą musieli zdecydować o kursie, jaki obiorą ich placówki – czy będą to punkty dystrybucji leków i kosmetyków, czy placówki ochrony zdrowia”, tj. czy będą nadal oferować szerokie spektrum towarów luźno bądź nawet wcale niezwiązanych ze zdrowiem, czy też ograniczą się do restrykcyjnie stworzonego i prowadzonego wykazu faktycznych medykamentów.

Wróg jest inny

Sami aptekarze, policzywszy możliwy spadek dochodów, gwałtownie oprzytomnieli, ofuknęli spierające się o sensowność suplementów strony i jeszcze ostrzej zaprotestowali przeciw dyktowaniu im listy sprzedażowej. – Jesteśmy za utrzymaniem w aptekach sprzedaży tych preparatów. Marża na leki refundowane jest na tyle niska, że nie możemy sobie pozwolić na pozbycie się tego asortymentu. Musimy pamiętać, że wiele produktów zmieniło status: wcześniej były lekami, a z czasem zostały zarejestrowane jako suplementy. Ponadto sprzedaż takich preparatów w aptekach gwarantuje fachowe doradztwo farmaceuty. Może on też odpowiednio zareagować i ostrzec pacjenta przed potencjalnymi interakcjami leków i suplementów – powiedziała Elżbieta Piotrowska Rutkowska, prezes Naczelnej Rady Aptekarskiej.
Aptekarze wskazali natomiast (rytualnie) innego wroga, którego można i należałoby poddać ograniczeniom – to lobbing sieci farmaceutycznych wciąż starających się wyrąbać furtki w formalnie obowiązującym zakazie reklamowania leków. – Przepisy w tym zakresie powinny być jasne na tyle, aby apteki sieciowe (wzorem poprzednich lat) nie mogły wykorzystywać opieki farmaceutycznej jako narzędzia promocyjnego zwiększającego sprzedaż – twierdzi Piotrowska-Rutkowska. – Opieka farmaceutyczna jest ściśle związana z farmaceutą pracującym w aptece. Kluczowe jest, aby była ona procesem udokumentowanym, a więc musi być możliwość weryfikacji, że pacjent otrzymał od farmaceuty dokładnie to, czego oczekiwał – podkreśla prezes NRA.

Wojna na oświadczenia

Wojna na oświadczenia ponad głowami coraz bardziej skołowanych pacjentów trwa w najlepsze. – Jako organizacja reprezentująca producentów i dystrybutorów suplementów diety opowiadamy się za realizacją szerokich działań edukacyjnych, wprowadzeniem zmian do ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia, a także działań samoregulacyjnych, narzucających branży zasady dobrych praktyk w reklamie. Nie jest bowiem celowe zaostrzanie przepisów tam, gdzie branża sama może i chce unormować standardy w odniesieniu do produktu i jego prezentacji. Branża ma już gotowe rozwiązania w tym zakresie, uszczegóławiające przepisy prawa i wykraczające ponad istniejące regulacje, a zarazem dostosowane do warunków rynkowych. Drastyczna zmiana w sposobie sprzedaży legalnych i bezpiecznych suplementów diety nie wpłynie na zmniejszenie popytu, natomiast narazi konsumentów na dezinformację i ryzyko zakupu suplementów z niepewnych źródeł. (…) Rynek apteczny stanowi obecnie 72 proc. całej sprzedaży suplementów o łącznej wartości blisko 3 mld złotych. Zrezygnowanie z tej formy dystrybucji jest nieuzasadnione także z punktu widzenia skutków ekonomicznych – odpowiada na zarzuty dr Katarzyna Suchoszek-Łukaniuk z zarządu Krajowej Rady Suplementów i Odżywek.
Jak to zwykle bywa, kiedy wielkie pieniądze mieszają się z obietnicami polityków, dobrymi chęciami tych, co zawsze wiedzą lepiej i na dodatek z biurokracją, niczego dobrego spodziewać się nie można. Już niedługo więc, zamiast w jednej aptece – zakupy dla zdrowia i urody będziemy zmuszeni robić w dwóch-trzech wyspecjalizowanych punktach, a na planowanym chaosie zarobią pewnie tylko wydający zezwolenia…
TAK