Poszukiwany zabójca recepcjonistki

Winda dosłownie ociekała krwią. W środku, z głową opartą o ścianę i nogami w stronę wyjścia, w kałuży krwi leżała kobieta. Jej biała bluzka i krótkie spodenki były przesiąknięte krwią. Oczy kobiety były martwe.


Związała się z mężczyzną, z którym zdaniem rodziny nie powinna była się związać. Pewnego dnia spakowali więc rzeczy i wyprowadzili się z Chełma do Lublina. Anna G. znalazła pracę w recepcji hotelu „Oaza”, jej mąż – w Ochotniczym Hufcu Pracy oraz jako stróż w lubelskim przedszkolu.

„Oaza” przy ul. Pogodnej w Lublinie, po której dziś zostało już tylko mroczne wspomnienie, w latach 90. XX wieku nie cieszyła się dobrą sławą. 10-piętrowy wieżowiec zajmowany był głównie przez Ormian i Ukraińców, często dochodziło w nim do rozbojów i awantur. 29-letnia Anna G. razem z mężem i ich 7-letnią córeczką zamieszkali w jednym z pokoi na 5. piętrze, snując plany o własnym lokum i nowym życiu w obcym mieście.

Noc z 23/24 lipca 1995 roku

Dyżur w recepcji pełniła Anna, mąż również był w pracy. Dziecko spało w hotelowym pokoju, pod opieką znajomego rodziców. Od godz. 22 do 5 rano drzwi „Oazy” były zamknięte. Kto chciał wejść do środka, musiał być wpuszczany przez recepcjonistkę. Nocami ruch był tam jednak spory – zameldowani cudzoziemcy co rusz wychodzili po wódkę lub przyprowadzali panie do towarzystwa albo klienci przychodzili kupować alkohol od Ruskich z hotelu.

Przed godz. 5 rano, w poniedziałek (24 lipca), jak co dzień, do hotelu przyszła Ukrainka, by zabrać torby z towarem od zameldowanych w „Oazie” znajomych i iść na bazar, handlować. Jak zeznała później, od razu zwróciła uwagę, że drzwi hotelu są otwarte. Wewnątrz paliło się światło, ale w holu nie było żywej duszy. Kobieta weszła ostrożnie do środka, rozejrzała się dokoła i skierowała do windy, do której prowadziły ślady zaschniętej krwi na podłodze. Wtedy ją zobaczyła.

Winda dosłownie ociekała krwią. W środku, z głową opartą o ścianę i nogami w stronę wyjścia, w kałuży krwi leżała kobieta. Jej biała bluzka i krótkie spodenki były przesiąknięte zakrzepłą krwią. Oczy recepcjonistki były martwe. Ukrainka zaczęła krzyczeć.

Mąż Anny G. miał skończyć pracę nocnego stróża w pobliskim przedszkolu dokładnie o godz. 5 rano, ale wiedziony złym przeczuciem wyszedł wcześniej i udał się prosto na Pogodną. Na parterze „Oazy” zobaczył zbiorowisko ludzi i krew na podłodze, a po chwili martwą żonę w hotelowej windzie.

To był makabryczny widok. Na ciele Anny G. były liczne rany kłute oraz cięte, najwięcej w okolicach klatki piersiowej, brzucha i ramion. Wystawały fragmenty tkanki płucnej. Lekarz stwierdził, że zgon 29-latki nastąpił około godz. 4, a bezpośrednią przyczyną było uszkodzenie mięśnia sercowego i żyły płucnej.

Ustalono, że recepcjonistka Anna G. została zaatakowana nożem przy drzwiach wejściowych do hotelu. Kobieta próbowała uciec do windy, ale sprawca (bądź sprawcy) był szybszy.

Policjanci przeszukali pokoje, ściągnięto nawet psa tropiącego z przewodnikiem. Technicy zabezpieczyli włókna, ślady obuwia i ślady linii papilarnych, które następnie porównano z odciskami innych pracowników i mieszkańców hotelu oraz pozostałych wytypowanych osób. Po trzech dniach mały chłopiec, znalazł w krzakach pierwsze z dwóch narzędzie zbrodni. Na ostrzu noża były ślady krwi Anny. Następnego dnia znaleziony został drugi nóż, a obok niego drewniana przywieszka do klucza pokoju hotelowego.

Hipotez było wiele

Ponieważ w metalowej kasetce brakowało ponad 2100 zł, śledczy przyjęli, że doszło do zabójstwa na tle rabunkowym. Jeden z tropów prowadził do ormiańskiej rodziny zamieszkałej w hotelu dla uchodźców. Pracownica „Oazy” opowiedziała policji, że tydzień wcześniej usłyszała od jednej z mieszkanek, iż Ormianin szykuje jakąś akcję w hotelu. Z dalszego rozpytania wśród zameldowanych w „Oazie” Ukraińców śledczy dowiedzieli się, że ów Ormianin planował napad, by zdobyć pieniądze na wyjazd do Niemiec. Żona podejrzewanego zapewniła mu jednak alibi na całą noc – przysięgła, że był razem z nią i dziećmi.

Podejrzewano też Marcina O. i Eugeniusza G. – pacjentów szpitala psychiatrycznego przy ul. Abramowickiej, którzy 23 lipca (po godz. 22) zbiegli z oddziału. Obaj mieli odpowiadać przed sądem za zabójstwo, właśnie z użyciem noża. Potem podejrzenie padło na recydywistę, który niecałe 2 miesiące wcześniej wyszedł z więzienia, gdzie odbywał karę za zabójstwo. A także na nastolatka, który również siedział w poprawczaku za mord z użyciem noża. Z kolei mieszkanka ul. Pogodnej była przekonana, że zabójcami Anny G. są jej znajomi – mieli się przyznać po pijaku i przechwalać tym, co rzekomo zrobili. Mówiło się też, że piękna recepcjonistka odbierała przed śmiercią nieprzyjemne telefony od jakiegoś zboczeńca. Hipotez było wiele, ale żadna nie doprowadziła do ujęcia sprawcy bądź sprawców.

Ukrainiec Jurij, częsty gość „Oazy”, zeznał, że tej feralnej nocy świętowali urodziny kolegi. Jak mówił, wzięli od recepcjonistki numer do agencji towarzyskiej, a gdy po godz. 3 w nocy wracali do hotelu, zobaczyli w recepcji dwóch mężczyzn – obaj w dresach, z torbami, jeden był jasnej karnacji, drugi ciemniejszej i wyglądał na Ormianina. Anna zaś miała wyglądać na zdenerwowaną. Słowa Ukraińców powtórzyły potem prostytutki z agencji i ich alfons. Z kolei okoliczni mieszkańcy widzieli, jak nocą podjeżdża jakiś samochód, wychodzą z niego dwaj mężczyźni, którzy udają się do hotelu, a po kilkunastu minutach wybiegają z popłochu, mijając się z przypadkowym przechodniem.

Mimo wielu różnych teorii i sygnałów, sprawy zabójstwa młodej matki z Chełma nie udało się rozwiązać. Wiosną 1996 roku śledztwo zostało umorzone. Kiedy jednak kilka lat później w telewizyjnym magazynie kryminalnym wyemitowano odcinek o zbrodni na recepcjonistce, na policję zgłosił się nowy świadek. Opowiedział, że to on tamtej lipcowej nocy, kiedy szedł ulicą Pogodną do pracy, widział dwóch młodych mężczyzn wybiegających z hotelu. Mieli ze sobą torbę podróżną, a jednego z nich świadek kojarzył z widzenia, bo handlował on ubraniami na bazarze. Na tamten moment, na początku lat dwutysięcznych, niczego to jednak nie zmieniło.

Po wielu latach, akta sprawy przejęła specjalna jednostka KWP, w której pracują najlepsi policjanci. Dzięki nowym możliwościom pojawił się cień szansy na ujawnienie nowych tropów, które mogłyby w końcu doprowadzić do ujęcia sprawców tej okrutnej zbrodni. Jak potwierdza podkom. Anna Kamola z biura prasowego Komendy Wojewódzkiej Policji w Lublinie, funkcjonariusze z „Archiwum X” KWP w Lublinie aktualnie pracują nad jedenastoma śledztwami, m.in. właśnie nad sprawą zabójstwa pochodzącej z Chełma recepcjonistki. Do przedawnienia karalności w tej sprawie pozostało jeszcze 14 lat. (pc)