Prezes uwierzył…

– Nie wierzyłem w możliwość zwycięstwa Sylwestra Tułajewa, ale teraz, widząc was tu wszystkich, znając sytuację Lublina, nie mam już wątpliwości. Pana Żuka można zwyciężyć! – choć słowa Jarosława Kaczyńskiego na konwencji PiS w Lublinie trudno uznać za entuzjastyczne poparcie, to i tak wzbudziły oficjalny entuzjazm aktywu tej partii.


„Układ lubelski” do przewietrzenia

Oczywiście musiały też paść słowa o osławionym „Układzie”. – Wybór jest prosty: albo stara władza, jej stare układy, stare powiązania, metody rządzenia ulegającego różnym wpływom, albo dobra zmiana i rządzenie z jej programem dla tej ziemi, dla Lublina, dla Polski – mówił Jarosław Kaczyński. Program ten według PiS to przede wszystkim „blokowane przez Żuka” 500+, tunel pod Alejami Racławickimi, inne wielkie inwestycje drogowo-infrastrukturalne, a wszystkie osiągalne dzięki współpracy z rządem, gwarantowanej z kolei przez obecność premiera Mateusza Morawieckiego. Czy oznacza to, że jeśli lublinianie wybiorą Żuka, takiej kooperacji nie będzie? Wprost groźba taka nie padła, ale jednoznaczna krytyka obecnych władz Lublina nie zostawiała pod tym względem wielkich złudzeń. – Będziemy wietrzyć! – wołał Kaczyński, a PiS-owcy już liczyli, kogo jeszcze po ewentualnym zwycięstwie dałoby się odwołać ze stanowiska.

Zagłuszyć taśmy

Tym razem wyjątkowo ostre było też wystąpienie szefa rządu: – PO to puste obietnice, a my, PiS, dotrzymujemy słowa! – pohukiwał Morawiecki, po raz kolejny wracając do kwestii inwestycji drogowych i podtrzymując swoje wcześniejsze wypowiedzi o spowolnieniach inwestycyjnych Lubelszczyzny, oprotestowane i prostowane przez samorządowe władze wojewódzkie. Głównie Platforma była też na konwencji obiektem ataków innych polityków PiS, zwłaszcza w kontekście właśnie ujawnionych „taśm z Legionowa”, czyli żenujących wypowiedzi jednego z kandydatów samorządowych PO z Mazowsza. Trudno się jednak było oprzeć wrażeniu, że partia rządząca rozpaczliwie łapie się pierwszej z brzegu okazji, byle tylko zatrzeć wrażenia po nagraniach samego premiera Morawieckiego i jego słynnych już słowach o „zap…niu za miskę ryżu”.

Swoi do swoich po swojemu

W trwającej kampanii, mimo ewidentnych wpadek wizerunkowych, Prawo i Sprawiedliwość wydaje się nie tracić wiary w możliwości własnej propagandy, jednak wyraźnie słabnie i ucieka od bezpośredniej konfrontacji, napotykając merytoryczną kontrę krytykowanych obecnych prezydentów i marszałków. To powoduje, że cały przekaz PiS trafia znowu do już przekonanych zwolenników, nie poszerzając elektoratu zainteresowanego „dobrą zmianą”. I wygląda na to, że spin-doktorzy PiS nie mają żadnego pomysłu, jak tę niemoc przełamać. Na pewno metodą nie są coraz bardziej enigmatyczne i niejasne wystąpienia wyraźnie przyciśniętego wiekiem i pogarszającym się zdrowiem Jarosława Kaczyńskiego. Po prostu, choć wciąż dominują w sondażach, coś im wyraźnie nie idzie… TAK