Promowali zrównoważony transport

Akcja lubelskiego MPK i Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa „Łączy nas krew” spotkała się z wielkim odzewem

Niesprzyjająca aura nie odciągnęła lublinian od udziału w Europejskim Tygodniu Zrównoważonego Transportu choć w deszczowy piątek Międzynarodowy Dzień bez Samochodu – niewielu zdecydowało się odstawić auto i ruszyć pieszo czy przesiąść się na rower lub autobus.


Demonstracja przy nielegalnym parkingu

W środowe popołudnie aktywiści z nieformalnej grupy Pieszy Lublin wybrali się pod siedzibę Banku Pekao S.A. przy ul. Krakowskie Przedmieście. Dlaczego właśnie tam? – Jak w soczewce widać tu problem z parkowaniem w centrum. Kierowcy, głównie klienci banku, wjeżdżają na chodnik, zastawiając go przechodniom. Łamią przy tym prawo – mówi Krzysztof Lipka z Pieszego Lublina.
W ramach happeningu aktywiści ustawili w miejscu gdzie parkują samochody… krzesła. – Urzędnicy i straż miejska znają ten problem. Nie egzekwują mandatów, bo pojazdy stają już na terenie prywatnym (banku). Nie wiemy, czy nasza akcja coś da, ale wierzymy, że coś się z tym zmieni – mówią.
Za szyby parkujących tu samochodów trafiły kartki z apelem o rezygnację z nielegalnego parkowania. Czy będzie skutek – czas pokaże…
Rowerzyści walczą o wjazd na plac Litewski
– Chcemy, by rowerzyści mogli wjeżdżać na plac Litewski – postulują członkowie Porozumienia Rowerowego. Walczą o głosy pod petycją w tej sprawie, która ma trafić do prezydenta Lublina.
Dziś cykliści muszą objeżdżać plac albo ulicami Radziwiłłowską i Zieloną, albo skręcając w Kołłątaja, dalej w Narutowicza i jechać aż na plac Wolności. Jeśli wjadą na plac, narażą się policji i straży miejskiej, chociaż złamanie zakazu kończy się najczęściej na pouczeniach.
– To utrudnia i wydłuża drogę z Krakowskiego Przedmieścia na Stare Miasto – mówi Michał Wolny z Porozumienia Rowerowego, dodając też, że po coś ustawiono na odnowionym placu Litewskim ok. 80 stojaków rowerowych.
Plac pozostaje przestrzenią wyłączoną z ruchu po zasięgnięciu przez ratusz opinii policji w tej sprawie. Zdaniem rowerowych aktywistów to za daleko idące posunięcie, dlatego zbierają podpisy pod petycją, by „uwolnić” dla ruchu rowerowego fragment placu przy fasadach Poczty Polskiej i kościoła Kapucynów. Organizacja ruchu jest przygotowana, o czym, informował już Aleksander Wiącek, asystent prezydenta ds. polityki rowerowej.
Przejazd w obrębie placu mógłby odbywać się wzdłuż Poczty Głównej do ul. Kapucyńskiej i dalej, obok hotelu Europa, do ul. Staszica i przy budynkach UMCS do ul. Radziwiłłowskiej.
Spotkanie w sprawie petycji „Otwórzmy plac Litewski dla rowerów!” zainaugurowało nawet Europejski Tydzień Zrównoważonego Transportu.
Miasto zapewnia, że wróci do sprawy

Po co arterie? Samochody sobie poradzą

Ciekawych odniesień nie brakowało na ósmych „Rozmowach o mieście”, organizowanych przez ekspertów z Forum Kultury Przestrzeni. Znawcy tematyki rozwoju miast i zrównoważonego transportu spotkali się w miniony czwartek w ratuszu o godz. 17 na prelekcji profesora Jacka Wesołowskiego. Urbanista i architekt z Łodzi wyjaśniał, jak promować w miastach Polski zrównoważony transport. Odniesieniem w wielu kwestiach są miasta zachodniej Europy. – Weźmy belgijską Gandawę. Jej śródmieście praktycznie wyłączone jest z ruchu samochodów osobowych. W centrum przeplata się ruch pieszych, tramwajowy i rowerowy. W miastach Polski oddziela się komunikację pieszą od zbiorowej. Płacimy później za to, np. upadkiem śródmiejskiego handlu. To piesi i rowerzyści, a nie zmotoryzowani, wydają najwięcej u kupców! – dowodził profesor Wesołowski.
Przyznał też, że by promować transport publiczny kosztem samochodowego, trzeba stosować rozwiązania radykalne. – Burmistrzowie nie mają z tym łatwo, ale w Seulu czy niemieckim Ulm podjęli się zabudowy dużych arterii, stawiając tam np. budynki użyteczności publicznej. Rejony z trudnym połączeniem, np. przez tory, można łączyć drogami, ale dla komunikacji miejskiej, rowerów i pieszych, nie osobówek. Samochody sobie poradzą.
Z polskich miast wziął na warsztat rodzinną Łódź. – Chwali się ją za pierwsze woonerfy (zielone podwórce w śródmieściach, ograniczające ruch aut na rzecz pieszych i rowerzystów), ale o estakadzie na trasie W-Z już się nie mówi. Poszło na to setki milionów, a pieszym teraz będzie się budowało kładki – zaznaczał.
Zapytany o lubelski kontekst, w tym plan miejscowego poszerzenia Alei Racławickich, powiedział krótko. – Nie przeliczymy hałasu, który będą generowały kolejne samochody. Dla zrównoważenia transportu lepiej nie robić poszerzenia takich dróg, a jeśli już to raczej zwężać drogi.

Dzień dla krwiodawców, rowerzystów, pasażerów

Kulminację obchodów tygodnia stanowił piątkowy Dzień bez Samochodu. Przez cały dzień kierowcy z dowodem rejestracyjnym mogli skorzystać z bezpłatnej komunikacji miejskiej. Atrakcją były też dwa przejazdy zabytkowego Gutka, które wyruszały spod Ogrodu Saskiego. Swoje pięć minut mieli aktywni krwiodawcy. Dzięki współpracy lubelskiego MPK i Regionalnego Centrum Krwiodawstwa i Krwiolecznictwa odbyła się akcja „Łączy nas krew”. Chętni co chwila zatrzymywali się przy punkcie pobrań przy Bramie Krakowskiej.
– Potrzebujemy dużej ilości każdej grupy krwi. Dzięki tego rodzaju akcjom zyskujemy dziesiątki litrów. Ta krew jest bezcenna dla potrzebujących – mówili pracownicy RCKiK.
– Oddaję krew od 40 lat – proszę spojrzeć w książeczkę. Ludzie potrzebują jej zawsze, niezależnie od czasów – powiedział nam jeden z napotkanych honorowych dawców krwi.
Imprezę zakończył zorganizowany przejazd rowerzystów po ulicach Śródmieścia i Starego Miasta. Mimo ściany deszczu tuż przed startem o godz. 18 grupę reprezentowała garstka rowerowych zapaleńców. Celem przejazdu było pokazanie drobnych, tanich, ale potrzebnych w terenie rozwiązań, które polepszyłyby cyklistom komunikację po mieście.
BARTŁOMIEJ CHUDY