Protestowali przeciwko skromnym wynagrodzeniom

Sędziowie piłkarscy podczas rozgrywanych przez naszych ligowców w ostatni weekend sparingów nie wybiegli na boiska. Powodem sędziowskich “urlopów” od meczów sparingowych wszystkich drużyn z województwa był brak podwyżek sięgający już 5 lat.


– Arbitrzy począwszy od 4 ligi aż do klas niższych za swoją pracę pobierają skromne ekwiwalenty i koszty dojazdu. Dla przykładu sędzia, który na mecz B klasy musi z Lublina pojechać do Poniatowej za swoją pracę otrzymuję łącznie z dojazdem na miejsce meczu 119 złotych. Jego praca nie polega tylko na 90 minutach meczu.

To także dojazd, wypełnienie sprawozdania meczowego, sprawdzenie dokumentów i wcześniejszy przyjazd na miejsca meczu, a także przygotowanie się do zawodów: zakup stroju, napoju czy innego wyposażenia – mówi „Nowemu Tygodniowi” jeden z sędziów, który uczestniczył w proteście przeciwko bardzo niskiemu wynagradzaniu arbitrów. – W innych województwach sędziowie od dwóch, trzech lat są lepiej opłacani, w Lubelskim czas zatrzymał się na 1 stycznia 2015, kiedy to były ostatnie zmiany. Sędzia aby przeprowadzić mecz musi poświęcić około 5-6 godzin, a czasami dostaje mniej niż przysłowiowy “człowiek na zmywaku” – dodaje nasz rozmówca.

Do protestu włączyło się około 200 arbitrów z całej Lubelszczyzny. Teraz sędziowie czkają na ruch ze strony Lubelskiego Związku Piłki Nożnej, a także PZPN.

Jeśli stawki nie pójdą w górę, nie pojawią się na boiskach.
MAG