Przed sąd za marsz

O „czynny udział w zbiegowisku” oskarżyła prokuratura siedem osób, które miały zakłócać ubiegłoroczny marsz równości w Lublinie. Akt oskarżenia w tej sprawie trafił już do sądu.
Na ławie oskarżonych zasiądą: 43-letnia Izabela O., bezrobotna matka sześciorga dzieci; 26-letni Igor P., magazynier; 46-letni Marek P., strażnik na przejściu dla pieszych; 28-letni Oskar W., magazynier; 18-letni Dawid B., 28-letni Kamil R., pracownik fizyczny i 40-letni Marcin S., który utrzymywał się z prac dorywczych.


Akt oskarżenia przeciwko tym siedmiu osobom trafił do Sądu Rejonowego Lublin-Zachód. Prokuratura zarzuca im, że we wrześniu ubiegłego roku, podczas drugiego marszu równości w Lublinie „wzięli czynny udział w zbiegowisku”.

Zdaniem śledczych oskarżeni wiedzieli, że „uczestnicy zbiegowiska wspólnymi siłami dopuszczają się gwałtownego zamachu na ludzi lub mienie w ten sposób, że rzucali przedmiotami w uczestników i funkcjonariuszy policji, przy czym czyn ten stanowi występek o charakterze chuligańskim”. Miał on polegać na „umyślnym zamachu na nietykalność cielesną oraz na porządek publiczny i zostać popełniony publicznie bez powodu z okazaniem rażącego naruszenia porządku prawnego”.

Za czynny udział w zbiegowisku oskarżonym grozi kara do 3 lat więzienia. Żadna ze wspomnianych osób nie trafiła do aresztu, prokuratura zastosowała wobec nich tzw. wolnościowe środki zapobiegawcze. Muszą się meldować na komisariacie policji.

Do aresztu trafili zaś Arkadiusz S. i Karolina S. małżonkowie z Lublina. Prokuratura oskarżyła ich o „posiadanie bez zezwolenia przyrządów wybuchowych”. Grozi za to od 6 miesięcy do 8 lat więzienia.

Zdaniem prokuratury Arkadiusz S. sam wytworzył materiały wybuchowe na bazie opakowań z gazem do zapalniczek, petard hukowych owiniętych taśmą klejącą oraz drutu miedzianego. Sprawa wyszła na jaw i małżonkowie zostali zatrzymani przez policję na gorącym uczynku. Zdaniem biegłego użycie petard i „przyrządów wybuchowych” w czasie trwania marszu mogłoby nawet zabić jego uczestników.

Arkadiusz S. przyznał się do winy. Zdradził, że chciał rzucić jedną z petard w kierunku uczestników marszu. Relacjonował, że wcześniej z plecaka, który miała jego żona, wyjął jedną z petard, a następnie schował ją do kieszeni. Z kolei Karolina S. nie przyznała się do winy.

Drugi marsz równości przeszedł ulicami Lublina pod koniec września ubiegłego roku. Zgromadził ok. 1,5 tysiąca osób. Policja zatrzymała kilkadziesiąt kontrmanifestantów.
Grzegorz Rekiel