Przedwyborcze ustawki

Miała być wielka zmiana wzmacniająca szanse wyborcze dużych ugrupowań (w tym przede wszystkim PiS-u), będzie drobne z pozoru przesunięcie mandatu między dwoma tylko okręgami, dzięki czemu do Sejmiku Województwa Lubelskiego być może uda się dostać pojedynczym przedstawicielom mniejszych ugrupowań.


Oficjalnie zmiana spowodowana jest „zwiększeniem liczby mieszkańców okręgu wyborczego numer 2 (614,341 osób) i tym samym zwiększeniem się normy przedstawicielstwa”. Tłumacząc na normalny język – liczba radnych sejmiku jest stała i wynosi 33, a osoby obecnie więcej osób mieszka w powiatach ryckim, puławskim, lubartowskim, kraśnickim, opolskim i janowskim, podczas gdy w dawnym województwie zamojskim jest ich obecnie mniej niż podczas wprowadzenia poprzednich zmian według granic okręgów.

Tak więc Zamojszczyzna straci jeden mandat i od jesieni będzie miała jedynie 6 radnych (a więc tyle samo, co iloma dysponuje ziemia chełmska i południowe Podlasie), podczas gdy już dotychczas największy okręg sejmikowym (zwany umownie „ziemskim”) liczba radnych jeszcze urośnie, aż do 10 osób.

Na malucha

PiS, które samo wcześniej planowało radykalne zmiany mapy okręgów, ale przez ich zmniejszenie (co wzmocniłoby największe partie), dziś sprzeciwia się projektowi zgłaszanemu przez koalicję PO-PSL. – PSL sobie wyliczył, że tak będzie dla nich dobrze… Jak zwykle kombinują, jak tu dalej prowadzić nasze województwo w kierunku najbiedniejszego regionu w kraju i Europie – atakuje radny Marek Wojciechowski.

Wydaje się jednak, że skutki reorganizacji mogą być nieco inne. Po pierwsze – w tak dużym okręgu do zdobycia mandatu może wystarczyć uzyskanie ok. 5,6 proc. głosów, co zwiększa szanse mniejszych ugrupowań, takich jak KUKIZ’15, które wg ostatnich sondaży mogą liczyć co najwyżej na jedno miejsce w sejmiku. Ten sam mechanizm może też jednak usztywnić stanowisko SLD, obecnie negocjującego z koalicją PO-.Nowoczesna.

– Naszemu liderowi, Jackowi Czerniakowi łatwiej może udać się zdobycie mandatu z jedynki przy samodzielnym starcie Sojuszu niż z drugiego miejsca listy koalicyjnej – uważa część przedstawicieli lewicy. Zmiana bije więc potencjalnie i w obecną władzę, i w opozycję, a właśnie pojedynczy radni mogą okazać się jesienią języczkiem u wagi.

Pokłócona prawica

Tym bardziej, że PiS (Zjednoczona Prawica) traci kolejnego koalicjanta – własne listy do samorządów wystawią Wolni i Solidarni marszałka-seniora Kornela Morawieckiego, legendy opozycji antykomunistycznej i ojca obecnego premiera. WiS pójdzie do wyborów razem z Samoobroną i innymi organizacjami rolniczymi, a w tak wiejskim województwie jak lubelskie i przy frustracji miejscowych producentów rolnych daje to szanse takiemu sojuszowi również na co najmniej jeden mandat.

Sama Zjednoczona Prawica nie jest zresztą aż tak zjednoczona – PiS już ponoć stara się zredukować wpływy koalicjantów z Solidarnej Polski (też pokłóconej wewnętrznie) i Porozumienia (którego działacze nie wykluczają zresztą ewakuowania się na listy Kukiza). Chociaż więc Prawo i Sprawiedliwość zapewne wygra nadchodzącą elekcj, to objęcie władzy w regionach przez tę partię wciąż nie wydaje się tak pewne.TAK