Przejechał stryjecznego brata

Pili alkohol przed domem. Gdy jeden z braci myślał, że drugi poszedł już spać, wsiadł do samochodu i sam zasnął. Po kilku godzinach ruszył i przejechał po bracie, który leżał na ziemi. 70-latek zginął na miejscu.

Kilka lat temu dom pana Tadeusza stanął w płomieniach. Wdowiec boso uciekał z zajętego ogniem budynku we wsi Wolawce pod Kamieniem. Do pomocy włączyli się dobrzy ludzie, ruszyła zbiórka i udało się odbudować zniszczony budynek. Mężczyzna mógł dalej żyć pod własnym dachem. Aż do ubiegłego tygodnia, kiedy to przez niefortunny zbieg okoliczności zginął z ręki stryjecznego brata.

Po godzinie 20, w środę (8 czerwca), sąsiad 70-latka ujawnił jego ciało na podwórku przed domem. Denat miał widoczne obrażenia głowy. Przerażony sąsiad natychmiast wezwał policję.

Decyzją prokuratora zwłoki zostały zabezpieczone do sekcji. Po obrażeniach (złamane żebra, miednica, urazy kończyn, głowy etc.) biegły ocenił, że 70-latek został przejechany przez samochód. Jednocześnie policjanci ustalili na podstawie zeznań sąsiadów denata, że wieczór wcześniej przyjechał do mężczyzny jego o rok młodszy brat stryjeczny. Następnego ranka nie widzieli już samochodu mężczyzny, a kilka godzin później znaleziono zwłoki pana Tadeusza. 69-latek został zatrzymany.

Ustalono, że z 7/8 czerwca obaj siedzieli przed domem 70-latka i spożywali alkohol. W pewnym momencie gospodarz uznał, że ma już dość i idzie spać. Jego również pijany brat poszedł do auta, które stało zaparkowane na podwórzu. Rankiem przebudził się i postanowił wracać do siebie. Cofając, przejechał po 70-latku, który leżał na ziemi. Potem ruszył do przodu i odjechał.

Najwyraźniej podchmielony gospodarz nie dał rady dojść po zmroku do własnego domu. Upadł i zasnął na podwórzu. Brat nie widział go leżącego – przejechał po nim, nawet o tym nie wiedząc. Prokurator przedstawił mężczyźnie dwa zarzuty – nieumyślnego spowodowania śmierci oraz nieudzielenia pomocy. Podejrzany ma pozostawać pod dozorem policji i nie może opuścić kraju. (pc)

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here